piątek, 12 sierpnia 2016

Rozdział 16

Brak komentarzy:
Wchodzę do domu bractwa razem z Liamem, ale tym razem muszę to zrobić. Chcę porozmawiać z Harry'm. Nie wychodził od tygodnia ze swojego pokoju. Puszczam dłoń mojego chłopaka.
-Wszystko będzie w porządku. Obiecuję-całuję jego policzek i wchodzę po schodach pewnie choć moje nogi są jak z waty. Odwracam się i zauważam, że Liam już gdzieś poszedł. No tak, przecież to jest jego dom. Przechodzę korytarzem przypominając sobie to jak pierwszy raz się upiłam, jak Harry wziął mnie do swojego pokoju i spałam z nim w jednym łóżku. Pamiętam minę Liam'a, gdy wszedł do pokoju swojego kuzyna. Był cholernie wściekły. Pukam w drzwi i słyszę jego cichy głos. Nigdy taki nie był-To ja, Sarah. Proszę porozmawiaj ze mną. To dla mnie bardzo ważne Harry.
-A co chcesz mi jeszcze powiedzieć? Że pieprzyłaś się z połową osób z tego domu. Nie chcę tego słyszeć Sarah.
-Harry. Ja przyszłam cię przeprosić. Możesz mnie wpuścić?-nawet nie wiem dlaczego ale z moich oczu wypływają łzy. Jeśli on tego teraz nie zrobi będę skłonna wejść przez okno. Nagle słyszę, że zamek puszcza, a drzwi się otwierają. W moje nozdrza uderza zapach papierosów, alkoholu i mięty. Wchodzę do środka, a on zamyka drewnianą powłokę na klucz. On nie chcę żeby ktokolwiek zauważył go w tym stanie? Przyznaję mu rację, wygląda okropnie. A to wszystko przeze mnie i Liama.
-Jesteście szczęśliwi?-siada na łóżku i poklepuje miejsce obok. Przystaję na jego prośbę, ściągam buty i siadam po turecku.
-Harry posłuchaj mnie. Wtedy nie wiedziałam, że jesteście jeszcze kuzynami. Nigdy bym tego nie zrobiła gdybym tylko wiedziała. Nigdy nie chciałam cię zranić. To było silniejsze ode mnie. Miłość do Liama była silniejsza od wszystkiego.
-Kiedy to się zaczęło?
-Tego samego dnia kiedy zaczęło się z tobą. Wiem o waszych wspólnych problemach z dziewczynami, ale to nie tak. On już dawno się we mnie zakochał dużo przed tym gdy to się zaczęło.
-Czy ty wiesz wszystko Sarah? Jesteś tak cholernie mądra?
-Nie wiem wszystkiego Harry.
-Ja też nie wiem wszystkiego. Na przykład jak zapomnieć twój dotyk, czy twoje usta na moich. Jak mam zapomnieć o tobie, powiedz mi? Byłaś najlepszym co mnie do cholery spotkało? Straciłem już wszystko co miałem. Wiedziałem, że coś jest  z nami nie tak, ale myślałem, że to ten cholerny kryzys, przez który przechodzą wszystkie związki, ale nie. Zdradziłaś mnie z moim pieprzonym kuzynem. Nienawidzę go od przedszkola, kiedy musieliśmy udawać, że się lubimy, ale nigdy tak nie było. Nasza przyjaźń zawsze była przepełniona fałszem-zaczyna płakać,a ja nie wiem co mam robić. Nie myślałam o takim obrocie spraw. Myślałam, że nie jest aż tak źle. Dlaczego to wszystko musiało się tak potoczyć? Jestem takim cholernym potworem. Chwytam jego policzki w taki sposób aby na mnie spojrzał. Muszę widzieć jego oczy. Nie ważne jakie są, muszę je widzieć. Pokochałam go kiedyś przez ich głębokość i blask.
-Proszę nie płacz-kiedy wypowiadam te słowa w momencie zaczynam także płakać. Gdyby nie Liam wszystko byłoby dobrze. Bylibyśmy teraz szczęśliwi, nikt nie musiałby płakać. Ale jest mój chłopak, którego kocham najmocniej na świecie.
-Czy to musi być koniec, Sarah?
-Harry posłuchaj mnie. Gdyby to wszystko potoczyło się inaczej. Gdyby to było kilka lat po studiach wszystko by się ułożyło. Ale jesteśmy na dwóch innych etapach. Ja mam chłopaka, a ty musisz poradzić sobie ze swoim życiem-obiecałam Liamowi, że mu to powiem i to zrobię. Musi się dowiedzieć-musisz poznać swoją córkę. Chanel jest twoją córką. Liam im tylko pomaga. Naprawdę chcieliśmy żebyś się dowiedział. Nie można ukrywać prawdy. Może to jest dla ciebie szok, ale tak jest. Chanel jest twoją córką. Musisz sobie sam poradzić. Nasz związek był bez sensu. Ciągłe okłamywanie się. To jest już koniec.
-Możesz mnie pocałować po raz ostatni? Chcę czuć twoje usta.
-Okej-przystaję na jego prośbę i pochylam się aby złączyć nasze usta. Nic nie czuję. Naprawdę nie czuję nic. Pierwszy raz nie czuję już nic. Kiedy odrywa się ode mnie zauważam, że stał się spokojniejszy.
-Ale jak Chanel jest moją córką?
-Uprawiałeś seks z Annie. To był przelotny romans. Przecież to pamiętasz, nie będę ci tego opowiadać. Kiedy się dowiedziała o ciąży Liam udawał przez chwilę że są razem, ale później gdy zdecydowali aby trzymać ją z dala od ciebie, kupił jej dom w Malibu i wysyłał pieniądze. Kiedy twoja córka urodziła się Liam podpisał wszystkie papiery, że jest jej ojcem, ale tak nie jest. Musisz porozmawiać z Annie-wstaję z łóżka, zakładam swoje buty i kieruję się w stronę drzwi. Mam nadzieję, że teraz zacznie się nowe życie.
-I na pewno to zrobię. Sarah, zaczekaj. Ja nadal cię kocham i nigdy nie zrezygnuję z ciebie. Jesteś dla mnie jedyną osobą, która mnie rozumie. To nie było dla nas, ale może kiedyś jeszcze się uda.

------------------------

Uśmiecham się do Niall'a w momencie kiedy pokazuje mi kolejne ubranka jakie kupiła Renee dla ich córki, która w nawiasie jeszcze się nawet nie urodziła. Cieszę się z tego, że teraz są już szczęśliwi. Że potrafią ze sobą rozmawiać.
-A ty z Liamem to już tak na poważnie? Słyszałem, że Liam chce kupić mieszkanie-moje oczy rozszerzają się i nie wiem co mam powiedzieć. Jakie do cholery mieszkanie? Nie będę z nim mieszkać. Jeszcze nie teraz. To dzieje się za szybko-on oszalał dla ciebie, Sarah. Jest całkiem innym człowiekiem niż był. Nie zamyka się w swoim pokoju, tylko rozmawia z nami. Dałaś mu szczęście. To czego nikt inny nie mógł mu dać.
-Moment. Jakie do cholery mieszkanie? On sobie chyba jaja robi. Nie będę z nim mieszkać.
-Dokładnie powiedziałem mu to samo, że przecież ty się nie zgodzisz, ale-zanim może dokończyć do pokoju mojego i Amy wbiega Christian. Jest wkurzony i pijany. 
-Wszystko musisz psuć do cholery? Odkąd się urodziłaś wszystko się sypie, a teraz to. Jak mogłaś zrobić mi coś takiego. Gigi nie odbiera moich telefonów, nie odpisuje na wiadomość. O przepraszam. Na jedną odpisała. Kiedy zapytałem dlaczego to się dzieje, napisała żebym zapytał się ciebie i mojej narzeczonej. Jak do cholery? Jak mogłaś być aż taka głupia?-podbiega do mnie i chwyta moje ramię. Kulę się w sobie, ponieważ to naprawdę mnie cholernie boli i nigdy nie pomyślałabym, że będzie aż taki wściekły. Dlaczego mówi mi te wszystkie okropne rzeczy?-Sarah ty chyba nic nie rozumiałaś. Jestem z Lilą, bo jest idealna dla rodziców. Kochałem ją. Na początku, ale gdy nawet nie chciała u mnie nocować traciłem to wszystko. Gigi była moją odskocznią od tego idealnego teatrzyku. Była prawdziwa. Jej nigdy nie kochałem. Racja. Nigdy jej nie kochałem. Tylko ją pieprzyłem. Wiem, że to jest złe i wiem, że wiele dziewczyn przez to cierpiało, ale..
-Właśnie o to mi chodzi. Gigi jest piękną dziewczyną. Nie może tak cierpieć jak reszta tych dziewczyn. Kocham cię Chris i zrobiłam dla ciebie to co będzie dobre dla waszej dwójki. Dokonaj tylko tego wyboru. Posłuchaj serca czy aby na pewno już nie kochasz Lilah. Jeśli nie po prostu się z nią rozstań. Nie możesz udawać przed rodzicami, że coś jest nie tak. Przecież oni wiedzą, że ją zdradzałeś. Kto by nie zauważył, oczywiście oprócz mnie. Nawet Liam do cholery to zauważył, a był u nas w domu kilka dni. Co jest nie tak z tą pieprzoną rodziną?-chwytam kurtkę, zakładam ją na siebie i zaczynam płakać. Wybiegam z pokoju i zostawiam ich samych w naszym pokoju. Wszystko rozmazuje mi się przed oczami, ponieważ dzisiaj nie jadłam nic oprócz sałatki na lunchu z Niall'em. Musiałam coś zjeść żeby się nie czepiał. Kręcę głową i naglę wszystko mija. Wybiegam z budynku i kompletnie nie przejmuję się tym, że pada śnieg. Mam ochotę tylko gdzieś stąd uciec. Tylko na chwilę. Nie chcę teraz niczyjej obecności. Nawet Liama. Biegnę w stronę ulicy i kiedy już jestem na jej powierzchni odwracam głowę w stronę głośnego dźwięku. Światła i nagle ciemność.

Liam's Pov

Spoglądam na tą agentkę nieruchomości, która myśli, że nie mam na tyle pieniędzy żeby kupić ten pieprzony apartament na ostatnim piętrze. Szczerze mówiąc jeszcze nawet nie rozmawiałem z Sarą na temat mieszkania, ale myślę, że się zgodzi. Dla mnie będzie lepiej gdy zamieszkamy razem, ponieważ rzadko będę przebywał z Harry'm, dla niej też będzie lepiej. Daleko od wszystkich problemów. Nagle słyszę dźwięk mojego telefonu. Wyciągam go z kieszeni spodni i dostrzegam imię Niall'a i jego żałosne zdjęcie, które wyświetla się na całym wyświetlaczu. Przepraszam kobietę i odbieram.
-Co chcesz? Szukam mieszkania.
-Sarah miała wypadek. Musisz przyjechać. Jest w stanie krytycznym. Liam to nie są żarty. Mówię naprawdę. Wpadła pod samochód. Liam słyszysz mnie? Jest w szpitalu przy Central Parku, dokładnie Mount Sinai. Przy bloku operacyjnym C-słowa Niall'a odbijają się w mojej głowie jakby była tam totalna pustka. Rozłączam się.
-Przepraszam muszę już iść-wypowiadam te słowa bez żadnego tłumaczenia się. Wybiegam z biura, nie czekam na windę i zbiegam na sam dół schodów. Jestem tylko przecznicę dalej. Kiedy wybiegam na chodnik wpadam na jakiegoś mężczyznę, którego nawet nie przepraszam. W moich oczach pojawiają się łzy. Jak to Sarah wpadła pod samochód? Jest w stanie krytycznym. Co? Nie. To musiała być pomyłka. To nie może być Sarah. Przeklinam czerwone światło przez które muszę stać na przejściu dla pieszych. Dzieli mnie tylko ta pieprzona ulica. Kiedy w końcu pojawia się zielone przebiegam przez nią i wbiegam do szpitala. Podbiegam do jakiejś pielęgniarki i prawie krzycząc pytam się gdzie jest blok operacyjny C. Nie mam pojęcia czy jest przerażona czy nie, ale tłumaczy mi. Ja jestem na pewno przerażony. Kiedy wsiadam do windy i wjeżdżam na trzecie piętro moje serce wali jeszcze mocniej, a oddech więźnie w gardle. Przeklinam w myślach na to pieprzone urządzenie, szybciej byłbym po schodach. Moje łzy zaczynają przeradzać się w histerię. Jedną, pieprzoną histerię. Klikam cały czas przycisk informujący, że winda ma wjechać na trzecie piętro. Moje dłonie są całe spocone i trzęsą się. Kiedy w końcu drzwi otwierają się wybiegam na korytarz i na końcu dostrzegam Nialla, Rickiego, Christiana, Amy, Jade, Ashtona i Harry'ego. Co on tutaj do cholery robi? Musiał być kurwa pierwszy. Nagle wszyscy odwracają się w moją stronę, dostrzegam, że coś jest nie w porządku. Przestaję biec, ponieważ boję się dowiedzieć tego co oni chcą mi powiedzieć. Łapczywie chwytam powietrze. Zaciskam mocniej pięści i chyba już jestem gotowy. Nie chcę tylko usłyszeć najgorszego. Nie chcę usłyszeć, że umarła.
-Liam. Tylko się nie denerwuj. Proszę-głos Jade przeszywa całe ciało, a moja szczęka zaciska się z każdym oddechem.
-Powiesz mi jak mam się nie denerwować, kurwa? Moja dziewczyna teraz jest operowana.
-Liam. Posłuchaj-dłonie Niall'a dotykają moich ramion, a ja nie potrafię skupić na nim wzroku-Sarah dostała bardzo mocno. Straciła bardzo dużo krwi. Naprawdę dużo. Z tego co widzieliśmy na ulicy miała rozciętą całą szczękę i kawałek czoła. Gdy ratownicy przybyli powiedzieli, że to przypadek krytyczny. A do tego jest jeszcze problem z krwią. Nie mają jej na tyle w całym szpitalu. Ściągają z szpitali wokół.
-Jaką ma do cholery grupę?
- 0 Rh-. Można przetoczyć tylko taką grupę. Nie może być innej. Ja mam taką i już oddałem. Amy tak samo. Nie znasz kogoś kto może mieć taką grupę?
-A co może pytam się każdego jaką ma grupę krwi? Nie znam nikogo. Jeśli ona umrze nie dam rady. Niall. Ona jest wszystkim co mam. Wszystkim rozumiesz? Nigdy nie kochałem nikogo bardziej i dobrze to wiesz.
-Posłuchajcie mnie do cholery w końcu! Nic jej nie będzie-głos Harry'ego rozrywa moje uszy i rzucam się na niego. Jeśli on się zaraz nie zamknie to go pobiję. Tak jak kiedyś to zrobiłem-Ona przeżyje. Musimy tylko w to wierzyć. Jest silną dziewczyną i jest silna dla ciebie. Znaczysz dla niej bardzo dużo. Naprawdę jesteś wszystkim na czym jej teraz zależy. Nie możemy mówić, że umrze-jego słowa nawet nie wiem dlaczego sprawiają, że jestem coraz bardziej spokojny. Mój kuzyn się zmienił? Nie wierzę w to.
-To wszystko moja wina. Gdybym tam nie poszedł. Gdybym tak na nią nie naskoczył. Wszystko byłoby w porządku. Nienawidzę siebie, rozumiecie to? Przeze mnie teraz ją operują i nawet nie wiadomo, czy z nią w porządku. Rodzice przylecą najszybciej za dwanaście godzin. Ja nie wytrzymam tutaj. Jestem kompletnym debilem, nie powinienem jej nigdy zdradzać, a nie doszłoby do tego wszystkiego. Ona nie powiedziałaby nic Gigi, bo nawet by jej nie poznała. Jestem tak cholernie głupi-wszyscy spoglądamy na Christiana, a on zamyka się w swojej osobistej bańce i zaciska dłonie na twarzy. Pierwszy raz widzę go takiego. Płacze. On naprawdę płacze. Czyli Sarah zrobiła z tym porządek. Nie spodziewałbym się tego po niej. Wielu rzeczy nie spodziewałbym się po niej. Nie po niej, ale to już jest jakiś pieprzony szczyt. Dlaczego to wszystko tak musi działać? Dlaczego to się wydarzyło. Mój telefon znowu dzwoni. Tym razem to moja mama. Odbieram.
-Nie teraz do cholery. Sarah jest w szpitalu. Miała wypadek. Tak, mamo. Dobrze powiem mu-słyszę jej płacz i nawet nie przejmuję się tym co powiedziała. Zaczynam recytować dokładnie to samo tylko, że Harry'emu nie zdając sobie sprawy z tego co mówię-Annie jest u nas w domu. Powiedziała, że spotka się z Harry'm i omówi wszystko-w pewnym momencie powracam do normalności-Moment. To ty wiesz?
-Tak. Sarah mi powiedziała. Tylko nie rozumiem czemu wszyscy ukrywaliście to przede mną. Przecież nie jestem aż tak zepsuty.
-Jesteś zepsuty jeszcze bardziej niż ja, Harry i oboje to wiemy. Wiemy to od roku w którym tak strasznie zaczęliśmy się nienawidzić. Nienawidzę tego, że jesteśmy kuzynami.

-----------------------------

Moje myśli krążą tylko wokół Sary. Nie mam pojęcia ile ją już operują, ale pielęgniarki dużo razy mówiły żebyśmy poszli się przespać, ale nie chcemy jej zostawiać. Ona by tego nie chciała. Moje dłonie trzęsą się teraz cały czas i żałuję, że jej nie powiedziałem. Nie powiedziałem jej o tym pieprzonym mieszkaniu. A co jeżeli nie będę mógł jej już nigdy o nim powiedzieć? Jeżeli ona umrze? Nie wiem co ja wtedy zrobię. Ja nie radzę sobie kiedy nie ma jej przy mnie kilka dni, a co dopiero gdy zabraknie jej na zawsze. Spoglądam na Rickiego, który idzie z rodzicami Sary. Pierwszy raz widzę, że jej matka jest naprawdę zapłakana. Nie wygląda jak ta idealna matka, na jaką wcześniej wyglądała. Oczywiście, że ma idealnie wyprostowane włosy, ale ma na sobie dresy i jakąś torebkę. Tuż za nimi idą moi rodzice.
-Chyba sobie jaja robicie, tak? Co to jest jakieś widowisko?-wykrzykuję na korytarz, a mój ojciec tylko macha dłonią i nadal trzyma dłoń mojej matki. Carla całuje moje czoło.
-Wszystko w porządku synku?
-Hmmm.. moja dziewczyna ma operację od kilkunastu godzin. Pytasz czy wszystko w porządku? Tak. Po prostu jest cudownie-podnoszę na nią głos, a ojciec udaje tego idealnego. Idealnie skrojony garnitur, super ułożone włosy. Szkoda, że nie będę nigdy taki jak on. Cudowny ojciec, który zarabia na swoją rodzinę, ale tylko czasem nią się przejmuje. Będę inny. Moje i Sary dzieci będą miały idealne życie.
-Nie krzycz na matkę!
-Po pierwsze będę robił co tylko chcę, a po drugie po co zadaje takie głupie pytania?-pierwszy raz zgadza się ze mną i potakuje głową. Drzwi bloku operacyjnego otwierają się i wychodzi z nich kilka lekarzy. Moje serce bije mocniej, a głowa zaczyna pulsować. Wstaję na równe nogi, a jeden z nich podchodzi do nas. Nie potrafię wyczytać kompletnie nic z jego miny.
-Którzy z państwa to bliska rodzina poszkodowanej?-wszyscy spoglądają to na mnie, to na rodziców, to na Rickiego i Chrisa.
-To jest narzeczony Sary. My jesteśmy rodzicami, a to jej bracia-moment jaki narzeczony do cholery? Nie ważne.
-Narzeczona i córka jest już w lepszym stanie. Udało nam się ustabilizować jej parametry życiowe. Złożyliśmy ramię i nogę. W kolano włożyliśmy śrubę. Założyliśmy szwy na twarz. Teraz już wszystko powinno być w porządku. Poszkodowana wybudzi się za moment, kto chciałby wejść do niej pierwszy? Mogą wejść tylko dwie osoby.
-Liam i Anastasia. Wy wejdziecie. Wchodzi mój przyszły zięć i żona-dziękuję mu w głębi serca, że pozwolił mi tam wejść. Nie wiem ile jeszcze będę musiał grać narzeczonego Sary, ale będę robił to tak długo jak tylko będę musiał. Lekarz prowadzi nas do jakiegoś pomieszczenia w którym musimy założyć obuwie i odzież ochronną. Kiedy już jesteśmy gotowi wchodzimy do pomieszczenia w którym leży Sarah. Jej mama cały czas kurczowo trzyma moją dłoń. Boję się, że za moment kompletnie stracę w niej czucie. W momencie kiedy dochodzimy już do łóżka kobieta mocno przytula się do mnie i zaczyna płakać.
-Czy będą blizny po tych rozcięciach?
-Te na twarzy będą mało widoczne, ale ta na szyi. Ta największa będzie widoczna już na zawsze-twarz Sary jest w małych wylewach, a te rozcięcia przypominają o tym jak wiele musiała znieść podczas tej operacji. Ręka i noga w gipsie wcale nie polepszają sprawy, ale obiecuję, że będę przy niej zawsze. Podczas rehabilitacji. Cały czas.
-Wszystko będzie dobrze, pani Miller. Sarah wyjdzie z tego. Zrobi to dla nas.
-Tak. Najważniejsze, żeby miała w kimś wsparcie. Wtedy będzie dla niej prościej. Będzie miała dla kogo się starać. Proszę sobie usiąść. Ja już pójdę, pielęgniarki są w pobliżu-uśmiecham się do niego, ponieważ w końcu wiem że wszystko może być w porządku. Mama Sary siada na krześle, a ja staję za nią trzymając jej ramię. Nie wiem czy ta kobieta się zmieniła, czy nie, ale po raz pierwszy widzę, że przejmuje się własną córką co zaczynam w niej cenić. Patrzę na moją dziewczynę, która jest tak cholernie spokojna. Jej oddech jest równy. Nie płacze, nie krzyczy. Ale zauważam też coś innego. Nie zauważyłem tego wcześniej. Za bardzo się przyzwyczaiłem. Strasznie schudła. Wygląda okropnie. Jej kości policzkowe i obojczyki wychodzą już okropnie spod skóry.
-Dlaczego Sarah tak strasznie chudnie?
-Wiesz, zawsze miała idealne przyjaciółki. Które były chude. A ona? My mamy genetyczne w rodzinie obfite uda. Myślę, że to tylko o to chodzi. Zawsze powtarza, że ma grube nogi, Liam. Ona próbuje być idealna dla ciebie.
-Tylko, że ona jest dla mnie idealna.
-Wiem o tym, szkoda tylko, że ona tego nie rozumie, Liam. Jest mi tak przykro-spogląda na mnie i zaczyna gładzić wierzch mojej dłoni. Nagle Sarah zaczyna poruszać głową na boki i otwiera oczy i usta. Próbuje coś powiedzieć, ale nie może. Zaczynam krzyczeć o pielęgniarkę i po chwili wypraszają nas z sali.

--------------------------------

Trzymam jej ciepłą dłoń, a ona śpi. Jest strasznie zmęczona, choć minął już tydzień od operacji. Nie chodzę na zajęcia. Niektórzy wykładowcy zrozumieli, a niektórzy wydzierali się na mnie jakby co najmniej to była moja wina, że Sarah miała wypadek. Siedzę przy niej cały czas. Chcę czuć, że jest przy mnie cały czas. Powtarza tylko, żebym na nią nie patrzył, bo wygląda okropnie. Ona nadal nie rozumie tego, że dla mnie jest piękna bez względu na wszystko. Kocham jej uśmiech, jej delikatną skórę, jej umysł. Wszystko co jest z nią tylko związane. Państwo Millerowie przychodzą tutaj popołudniami, bo sami są wykończeni tym wszystkim. 
-Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham. Jak cholernie się martwiłem. Byłem wtedy w agencji nieruchomości. Nie mówiłem ci, ale chciałem żebyśmy razem zamieszkali. Wiem, że to za wcześnie, ale stwierdziłem, że będzie tak lepiej dla nas. Ja ucieknę od tych problemów, ty nie będziesz na każdym kroku widywała Harry'ego. Myślałem, że to będzie najlepsza opcja, ale teraz wiem, że najważniejsze jest to, żebym był przy tobie, żebyś tylko wyzdrowiała. Będę przy tobie cały czas. Przysięgam-wiem, że mówię właściwie to wszystko do siebie, ale muszę to powiedzieć. Jej dłoń zaczyna się ruszać i po chwili otwiera oczy. 
-Podasz mi wodę? Muszę się napić-uśmiecha się do mnie, a ja nie mam pojęcia czy cokolwiek słyszała. Z jednej strony to dobrze, a z drugiej nie wiem czy to dobra chwila. Odkręcam butelkę i wstaję aby pomóc jej się napić. Pochyla głowę do przodu, a ja przyciskam butelkę do jej ust. Są takie suche, ale nadal piękne. Chciałbym je tak cholernie pocałować. Kiedy w końcu przestaje pić uśmiecha się i chwyta moją dłoń-słyszałam o mieszkaniu. Niall mi powiedział. Nie wiem czy to jest najlepsze wyjście. Chcesz tak po prostu od tego uciec?
-A co mam zrobić? Gdy zobaczyłem go kiedy siedział tutaj w poczekalni i był przede mną myślałem, że nie zapanuję nad sobą. Kocham cię tak cholernie mocno, że gdy on pojawia się tylko w pobliżu ciebie mam ochotę go zabić. 
-W tym momencie nie chcę żeby ktokolwiek widział mnie w tym stanie. Myślę, że mieszkanie będzie dobrym wyjściem. Rany się zagoją chociaż trochę i wrócę na studia-uśmiecha się do mnie i pierwszy raz czuję, że stąpam bo twardym gruncie. Mam nadzieję, że nie żartuje.
-Obiecujesz?
-Przysięgam na nas-nigdy nie słyszałem od niej takich słów, co coraz bardziej utwierdza mnie w tym, że możemy stworzyć długi i wytrzymały związek.
-Czemu akurat na nas?
-Bo nie ma nic w co wierzę bardziej-w moich oczach zbierają się łzy i nie potrafię już czekać. Pochylam się nad nią i dotykam jej warg. 
-Czy mówiłem ci jak bardzo cię kocham?
-Hmmm.. dlatego, że chcę z tobą zamieszkać czy jak?
-Czasem zastanawiam się jak bardzo głupia możesz jeszcze być, a ostatnio pokazujesz, że może być jeszcze gorzej niż przypuszczam-wybucham śmiechem prosto w jej usta, a ona przenosi swoją zdrową rękę na mój policzek i delikatnie gładzi mój zarost, którego już nie goliłem od tygodnia. Chciałbym mieć ją już w mieszkaniu. Tylko dla siebie, ale z tego co wiem będzie leżała tutaj jeszcze kilka tygodni. Aż jej stan ustabilizuje się do końca. Prawdopodobnie zdążą ściągnąć jej gips z nogi i wrócimy do mieszkania. Muszę już zacząć szukać. Najbardziej podobało mi się to w tym drapaczu chmur na przedostatnim piętrze. To może być dla nas naprawdę nowy etap w życiu.

--------------------------------

Sarah's Pov

Kiedy zobaczyłam gdzie mamy mieszkać myślałam, że zwariuję. Pierwszym pytaniem było to, czy jest winda. Liam pomaga wysiąść mi z samochodu i podaje mi kule, które pomagają mi teraz chodzić. 
-Wszystko w porządku?-spogląda na mnie kiedy czekamy na windę. Czuję pewne obawy, ale nie chcę mu tego jeszcze mówić. Boję się, że to wszystko co jest między nami, to co budowaliśmy może runąć. Możemy zacząć się kłócić. Nie wiem czy damy radę spędzać ze sobą większość dnia. 
-Tak. Tylko czuję się trochę nieswojo. Mieszkanie w takim cholernym miejscu? Wolałam coś na uboczu, nic specjalnego. Jakąś kawalerkę, czy coś. Ale ty. Mój chłopak. Oj przepraszam narzeczony. To mnie chyba nigdy nie przestanie śmieszyć. Musiałeś pojechać z grubej rury.
-Wiesz gdyby twoja matka nie wymyśliła tego kłamstwa zapewne nie mógłbym tam wejść, bo nie byłbym nikim z rodziny.
-Tak. Zawsze pięknie kłamała-uśmiecham się do niego i wchodzimy w końcu do windy. Liam przyciska piętro na, którym znajduje się nasze mieszkanie. Jestem mu tak cholernie wdzięczna za to wszystko co dla mnie robi, ale nie pozwolę mu na to, żeby sam płacił czynsz. Zrobię wszystko żeby go przekonać. Puszczam uchwytu kuli i dotykam jego dłoni. Chcę żeby było już po wszystkim. Po rehabilitacji. Spoglądam na niego i teraz zauważam, że cały czas patrzy na mnie. 
-Wiesz, że schudłaś?
-Spędziłam w szpitalu miesiąc. Ciężko żebym nie schudła. Tam nawet nie dają dobrego jedzenia, rozumiesz?
-Nie. Schudłaś jeszcze przed szpitalem. Po tym gdy weszliśmy z twoją matką do sali w której leżałaś. Zauważyłem to. Obiecałaś mi Sarah. Powiedziałaś, że z tym skończyłaś-przybliża się do mnie, a ja nie wiem co mu powiedzieć. Z jednej strony wymiotuję mniej, ale mniej też jem. Nie wybaczę sobie tego, gdy zostawi mnie przez to, że jestem gruba. 
-Możemy o tym teraz nie rozmawiać? Muszę być silniejsza na tą rozmowę-kręci przecząco głową i pochyla się nade mną, aby pocałować moje włosy. Jest tym facetem o którym zawsze marzyłam. Opiekuję się mną. To musi dobrze się skończyć. Kiedy w końcu drzwi otwierają się, a my wychodzimy na korytarz, zauważam, że to nie będzie żadne pieprzone mieszkanie. To będzie kurwa apartament. Na tym piętrze są tylko dwa wejścia do pomieszczeń. Liam przyspiesza, a ja staram się nadążyć z moimi zajebistymi kulami, których nawet nie potrafię używać. Kiedy jesteśmy już przy drzwiach, moje serce przyspiesza, a mój chłopak przekręca kluczyk. Otwiera drzwi, a ja zauważam przejrzysty apartament. Białe ściany, szare meble. Tutaj jest tak pięknie. Nagle zza kanapy wyskakują rodzice moi i Liam'a, moi bracia i ich dziewczyny. 
-Witamy w domu-przytulam się do mojego chłopaka i zaczynam płakać. Nie mogę uwierzyć, że to wszystko jest dla mnie. Nigdy nie chciałam, aby ktokolwiek mnie tak witał. Ale już teraz wiem, że wszyscy na mnie czekali. Odsuwam się od Liam'a i pokazuję mamie żeby podeszła. Muszę wyglądać zabawnie, ponieważ ruszam kulą. 
-Dziękuję, że jesteś-całuję jej policzek i ona także zaczyna płakać. Brakowało mi jej. Najbardziej jej. Kiedyś tak cholernie ją nienawidziłam, ale teraz wszystko się zmieniło. Kocham ją tak bardzo mocno jak nigdy jej nie kochałam. 

-------------------------------

Leżę na łóżku, na naszej idealnej pościeli na której nikt jeszcze nie spał. Jest taka miękka i pachnie płynem do płukania. Jeśli wyprał ją Liam to chyba umrę ze śmiechu. Nie wyobrażam sobie go jako gosposi w domu. Próbuję przewrócić się na bok, ale nie udaje mi się przez ten cholerny gips. Przewracam oczami i staram się nie myśleć o tym jak cholernym utrudnieniem muszę być dla Liama. Kiedy wszyscy wyszli poczułam, że jestem jakąś pieprzoną kaleką. Pytali się czy wszystko w porządku, jak się czuję. Chyba normalnie się czuję,skoro wróciłam już do domu. Ciężko to zrozumieć? Nie wiem. Mam dość tego, że zachowują się jakbym była jeszcze dzieckiem. Nie chcę wracać jeszcze na uczelnię. Nie chcę żeby wszyscy mi współczuli. 
-O czym myślisz?
-O niczym.
-To dobrze, bo chciałbym porozmawiać i to poważnie-domyślam się czego będzie dotyczyła to rozmowa. Czuję papierosy. Znowu pali. Ciekawe kiedy zaczął. Kładzie się obok mnie i przyciąga do siebie ramieniem-obiecasz mi, że przestaniesz się głodzić? Mam dość codziennego strachu o ciebie. Już nie wiem co mam robić żebyś się opamiętała. Mam cię zabrać do psychologa, nie wiem. Sarah ja się przez ciebie wykończę. Wykończę się z tego cholernego strachu. Stawiam twoje życie nad moje i nigdy się to nie zmieni, bo jesteś o wiele lepszą osobą niż ja. 
-Zrozum, że to jest silniejsze ode mnie. Nie jest łatwo z tego wyjść. Staram się wymiotować coraz mniej, staram się dla ciebie, ale wpadłam znowu w głodzenie się. Nie robię tego co kiedyś. Nie najadam się i wymiotuję, robię inaczej. Nie potrafię z tego wyjść. To jest jak błędne koło. Kończysz jedno, zaczynasz drugie. Liam ja też nie chcę tak żyć. Nie potrafię radzić sobie po prostu z tym, że nigdy nie będę zbyt idealna dla ciebie. Ty jesteś idealny, umięśniony, grasz w drużynie piłkarskiej. Dziewczyny biją się o ciebie, a ja? Miałam jednego chłopaka przed tobą, zrozum to. Coś musi to oznaczać-kładzie się na moim brzuchu, a ja wkładam palce w jego włosy. Chciałabym, żeby trwało to już wiecznie.
-Moment. Miałaś dwóch chłopaków na raz. To też coś oznacza. Oznacza to, że jesteś piękna. Zrozum, że nigdy nie znałem takiej dziewczyny jak ty. Nigdy nie kochałem  aż tak bardzo i to ty mnie tego nauczyłaś. Powiem ci jak jest. Nie będę niczego przed tobą ukrywał i tak byś prędzej czy później się dowiedziała. Po twoim wypadku nie mogłem poradzić sobie z sobą. Znowu zacząłem brać narkotyki, zacząłem palić i znowu okaleczać się Sarah. Gdyby cokolwiek się wtedy stało. Gdybyś umarła ja odebrałbym sobie życie, rozumiesz? Nie potrafię żyć bez siebie-przez mój umysł przebiegają różne myśli i wyobrażam sobie Liama, który siedzi w samochodzie i bierze kolejną dawkę. Wstrzykuje sobie ją w żyłę. 
-A jeśli to wszystko przeminie? Jeśli nagle zniknie to wszystko minie? Jeśli pójdziemy w inne strony, myślałeś o tym? Czasem wydaje mi się, że to jest zbyt piękne aby było możliwe. W szpitalu miałam sen. Przeważnie nie wierzę w sny, ale tym razem wydawał się prawdziwy. Dostałeś staż w Australii, a ja nie. Dostałam go w Norwegii. Często się przez to kłóciliśmy. Naprawdę. Nasz związek powoli się rozsypywał. Nie wracałeś do domu na noc. Nie wiedziałam wtedy co o tym myśleć. Obiecaliśmy sobie, że nie wyjdziemy, że przetrwamy wszystko. Ale nie przetrwaliśmy. Pewnego dnia już nie dałam rady. Spakowałam walizki i to ja pierwsza wyjechałam zostawiając ci kartkę, że podjęłam decyzję. Przyjąłeś to bez problemu. Utrzymywaliśmy kontakt. Ale związki na odległość nie były w tym śnie dla nas. Nie potrafiliśmy długo bez siebie wytrzymać. Nie przetrwaliśmy rozumiesz? Przyjaźniliśmy się tylko. Już nigdy do siebie nie wróciliśmy. Nie wiem ile lat minęło w tym śnie, ale pewnego dnia dostałam zaproszenie na ślub. Twój ślub, rozumiesz? Też sobie układałam życie z chłopakiem, ale to było dla mnie już za dużo. Nie chciałam widzieć tego, że możesz być szczęśliwy z kimś innym, rozumiesz Liam? Powiedziałam, że nie przylecimy, a ty zerwałeś ze mną jakikolwiek kontakt. To wszystko było takie cholernie prawdziwe. Na początku naprawdę byliśmy szczęśliwi, planowaliśmy ślub i dzieci. Rozumiesz?
-Nawet tak nie mów. Nie wolno ci tak myśleć. Nie zostawię cię choćby nie wiem co. Będę przy tobie zawsze. Nie wiem czy dzieci i te śluby to moja bajka, ale zrobię wszystko żeby zatrzymać cię przy sobie. Nie wiem co mogę jeszcze powiedzieć, bo wyjdę na jakiegoś ckliwego romantyka, a przecież wcale nim nie jestem-zaczynamy się śmiać, a on wstaje i pochyla się nade mną. Wiem, że to jeszcze nie koniec rozmów na temat mojego odżywiania. Na pewno nie koniec rozmów na temat narkotyków, papierosów i okaleczania się. Nie pozwolę na to, aby sam się krzywdził. Nie zasługuje na to, jest cudownym człowiekiem. Skrzywdzonym na drodze życia, ale naprawdę cudownym człowiekiem. Jego usta zderzają się z moimi, a ja zasysam powietrze, ponieważ moja rana na policzku zaczyna szczypać za każdym razem, gdy ktoś ją dotknie, a Liam dotyka ją swoim zarostem. Odsuwa się ode mnie, ale ja chwytam za jego kark i przyciągam do siebie. W końcu mogę tak naprawdę go pocałować. Uśmiecha się w moje usta, a ja zamykam oczy i pozwalam ponieść się emocjom.

----------------------------------

Uśmiecham się do Harry'ego kiedy przynosi mi bukiet róż. Cieszę się, że to wszystko aż tak bardzo nas nie poróżniło. Nawet stał się inny. Pokazuję mu gdzie jest wazon, a on wyciąga go, nalewa wodę i wkłada kwiaty do środka. Poklepuję miejsce obok mnie, a on siada. 
-Jak się czujesz?-spogląda na mnie, a ja przygryzam policzek, ponieważ jest on jedyną osobą z uczelni, nie licząc Liama i moich braci, która widzi mnie w takim stanie. Moja noga już nie jest w gipsie, ale rany na twarzy dalej widać. 
-Bywało gorzej. Powiem tak. Jest coraz lepiej. Staram się stawać na nogę ale jest naprawdę ciężko. Nie wiem dlaczego ale wydaje mi się, że ta śruba w kolanie zaraz wyleci. A ty jak się czujesz, co? Jak Chanel?-uśmiecham się do niego i poklepuję jego udo. Cieszę się, że mam taką osobę przy sobie, która jest bezinteresownie zainteresowana mną. Liam nadal go nie akceptuje, ale w końcu będzie musiał. Harry jest jedną z ważniejszych osób w moim życiu. Przygryza wargę i się uśmiecha. 
-Nie wie jeszcze, że jestem jej prawdziwym tatą, ale spędziłem z nią dużo czasu. Jest naprawdę cudownym dzieckiem, co ja naprawdę nienawidzę dzieci. Ale my nigdy nie stworzymy czegoś na wzór rodziny. Annie ma całkiem inny pogląd na świat. Chciałaby żebym był cały czas z nimi, ale ja tak nie mogę. Kiedy zostanę piłkarzem, przecież logicznym jest to, że nie będzie mnie przez większość czasu w domu. Ona chce się ustabilizować, a ja nie. Wiem, że ty też chciałaś się ustabilizować, ale dla ciebie zrobiłbym wszystko. Nawet gdyby było to potrzebne wcale nie zostałbym piłkarzem tylko był jakimś prawnikiem czy Bóg wie czym. Cieszę, że jesteś przy mnie Sarah i wspierasz mnie. Myślałem, że straciłem wszystko gdy mnie zostawiłaś. Ale teraz wiem, że zyskałem coś cenniejszego niż związek. Zyskałem przyjaciółkę dzięki, której mam szanse na dalsze życie-dłonie zaczynają mu drżeć, a ja nie wiem co mam zrobić. Chwytam je w swoje, choć jego są o wiele większe. Delikatnie pocieram kciukiem jego tatuaż w kształcie krzyża, a on kładzie swoją głowę na moim ramieniu-dziękuję za to, że nadal ze mną jesteś Sarah. Za to, że nie boisz się Liama i nawet jeśli on tego nie chce utrzymujesz ze mną kontakt. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. 
-Nie ma o czym mówić. Dobrze wiesz, że też jesteś dla mnie ważny Harry. On do tego przywyknie, naprawdę to zrobi. On teraz udaje takiego twardego, że niby cię nienawidzi, ale za niedługo powinno mu przejść. Znowu będziecie udawać najlepszych kumpli. Zobaczysz. Chcę cię wspierać w tym wszystkim bo wyobrażam sobie jak musiałeś się czuć, kiedy dowiedziałeś się o tym wszystkim. A ja tak po prostu nie potrafię stracić uczuć do osoby z którą coś mnie łączyło. Nadal w głębi serca wiem, że jesteś dobrym chłopakiem, ale spotkaliśmy się w złym czasie i dobrze to wiesz. 
-Wiem i żałuję tego. Rozumiem dlaczego on to zrobił. Chciał mnie zranić tak jak ja zraniłem go wiele razy. Nie dziwię mu się. Byłem naprawdę okropnym przyjacielem, a co najważniejsze okropnym kuzynem. Wstydzę się sam siebie, ale przecież muszę przyznać się przed samym sobą jak jest. Widzę, że jesteście razem szczęśliwi. On nigdy, żadnej dziewczynie nie zaproponował wspólnego mieszkania. Tutaj musi szykować się coś grubszego. Pamiętaj, że mam być świadkiem na waszym ślubie, choć nie obiecuję, że się nie popłacze i nie zacznę krzyczeć, że ślubu nie może być. Boże Sarah boję się, że to wszystko się tak cholernie zmieni, a ja nie przestanę cię kochać.
-To przyjdzie z czasem. Miną ci wszelkie uczucia względem mnie. Zobaczysz-uśmiecham się, a on przyciąga mnie do uścisku, całuje czubek głowy i zastygamy tak na moment. Nagle słyszymy, że ktoś bije brawo. 
-Piękne przedstawienie. Moja dziewczyna ze swoim byłym, a moim kuzynem przytulają się na kanapie w naszym salonie. Coraz lepiej. Co tu się odkurwia?-oboje spoglądamy na Liama, który stoi w salonie tuż naprzeciwko nas-wypierdalaj stąd, rozumiesz? Nie chcę widzieć cię w naszym mieszkaniu-patrzy na Harry'ego, a ten wzrusza tylko ramionami i szybkim ruchem pociera moją dłoń. Kiedy kieruje się do wyjścia odwraca się, zaczyna robić głupie miny i pokazuje dwa środkowe palce w stronę Liama. Chce mi się trochę śmiać, ale się powstrzymuję i macham mu. Kiedy drzwi się zatrzaskują, mój chłopak wypuszcza z siebie powietrze-pozwalasz mu na to jeszcze? Żeby cię napastował?
-Sama go zaprosiłam. Chciałam z nim porozmawiać. Tęskniłam za nim.
-Czyli, że co znowu jesteście razem czy jak? Mam szykować się na jeszcze lepsze przedstawienia? Może za niedługo dowiem się, że wymyśliliście sobie życie w trójkącie?-podchodzi do mnie, klęka i wtula głowę w moje nogi.
-Przestań. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nie potrafię tak po prostu nie czuć do niego nic. Potrzebuję czasem jego wsparcia tak jak on mojego-podnoszę jego głowę w taki sposób, aby popatrzył mi w oczy. Uśmiecham się i pochylam łącząc nasze usta-głupku jesteś wszystkim co sprawia, że jestem w pełni szczęśliwa.

sobota, 16 lipca 2016

Rozdział 15

Brak komentarzy:
"Miłość jest jak narkotyk"~Paulo Coelho-Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam.

Opadam na łóżku po tym jak Nathan wychodzi z pokoju. Zwijam się w kulkę. Łzy same wypływają mi spod zamkniętych powiek. Jestem wdzięczna temu chłopakowi za to, że mnie wysłuchał. Tylko teraz nie wiem co mam robić. Któremu powiedzieć "nie". Zanim mogę cokolwiek zrobić do moich drzwi zaczyna ktoś pukać, a w zasadzie walić.
-Już-krzyczę i wstaję chyba za szybko, ponieważ zaczyna kręcić mi się w głowie. Tracę równowagę i upadam na podłogę, ale po chwili wszystko jest już okej. Uchylam drzwi i zauważam za nimi siostrę Liama, która jest cała zapłakana i ma trochę krwi na białej koszulce-Co się stało?
-Nie wiem. Weszłam do pokoju i zobaczyłam jak Liam leży na podłodze z rozciętymi knykciami. Wszystko w jego pokoju jest rozwalone. Proszę cię. Chodź. Tylko ty, możesz go uspokoić-wzruszam ramionami i przytakuję, choć wiem, że gdy się pojawię może być jeszcze gorzej. Kocham go na tyle mocno, że nie denerwuję się tym, że może chcieć mnie wyrzucić ze swojego pokoju. Moje nogi uginają się z każdym krokiem. Zauważam tam duże zbiorowisko ludzi. Nie ma tylko naszych opiekunów za co bardzo dziękuję. Zrobi mi wstyd, ale przynajmniej nie przy nich. Przedzieram się przez tłum i dostrzegam go w rogu pokoju. Odwracam się w ich stronę i zauważam, że wszyscy są przerażeni.
-Wypierdalajcie stąd wszyscy. Nie widzieliście nigdy czegoś podobnego, jeśli nie to macie problem- Wypycham dłonią jakąś dziewczynę, która stała we framudze drzwi i zatrzaskuję je. Podchodzę powoli, bo wiem, że stąpam po cienkim lodzie. Zauważam większość strat jakie zrobił. Wywrócony stolik nocny, roztrzaskana lampka, dziura w ścianie. Kiedy w końcu stoję tuż przed nim, on owija swoje ramiona wokół moich nóg. Przykucam i spoglądam na jego twarz.
-Powiedziałaś, żeby oni wypierdalali. Ty też stąd wypierdalaj. Nie chcę cię tutaj! Zostaw mnie! To wszystko jest twoja wina. Gdybyś tylko potrafiła to zrobić. Gdybyś potrafiła mu o wszystkim powiedzieć, nic by się dzisiaj nie wydarzyło. Gdybyś nie przyszła z tym facetem. No i co mi powiesz? To nie tak. Nie znam go, tylko mnie pieprzył-moja dłoń zderza się z jego policzkiem, a on mnie puszcza. Zauważam, że jego dłonie są całe zakrwawione, ale mam to gdzieś. Idę w stronę drzwi z nadzieją, że mnie zatrzyma, ale nawet się nie odzywa. Przełykam ślinę i naciskam na klamkę. Kiedy jestem już na korytarzu dostrzegam obsługę idącą w stronę tego pokoju.
-Tutaj się to wydarzyło?
-Tak. Proszę. Sprawca siedzi w środku-spoglądam na nich, a z moich oczu zaczynają po raz kolejny wypływać łzy, tylko tym razem żalu. Jest mi go naprawdę żal. Będzie miał teraz problemy. Idę w stronę swojego pokoju, lecz zauważam, że Theresa biegnie w moją stronę.
-I co?
-Powiedział, że nie chce ze mną rozmawiać. Zwyzywał mnie od dziwek. Nie fajnie jest usłyszeć coś takiego od osoby, którą jednak się cholernie kocha. Nie ważne. Nie mam ochoty już z nim przebywać. Chcę być jak najdalej od niego. Theresa i nie mów i proszę, że powiedział mi to w szale. Gdyby naprawdę mnie kochał nigdy by mu coś takiego nie wpadło do głowy. Byłam tylko kolejną zabawką, którą zabrał Harry'emu. Znowu chciał go skrzywdzić, ale nie tym razem. Nie udało mu się. Karma się na nim odbiła.
-Nie mów tak. On zawsze miał najgorzej w naszej rodzinie. Zawsze odbijała się na nim karma, jeszcze zanim zrobił cokolwiek złego-wzruszam tylko ramionami, a ona przyciąga mnie do uścisku-tak mi za niego wstyd. Porozmawiam z nim.
-Nie rób tego. Niech sam się zastanowi nad tym wszystkim. Ja mam już dosyć. Ten związek to była jakaś popieprzona pomyłka. Nie sądziłam, że kiedykolwiek mnie zwyzywa zważywszy na to jak mocno go kocham-wyswabadzam się z uścisku i przyciskam kartę do swoich drzwi. Kiedy jestem już w środku opadam na podłogę i zaczynam płakać. To nie jest płacz to jest histeria. Co ja teraz zrobię? Nie będę potrafiła tak po prostu na niego patrzeć i udawać, że między nami nigdy nic nie było. Tylko dlaczego on to powiedział? Chciał żebym zraziła się do niego na zawsze. Ma rację. Tak zrobię. Będę żyła jak wcześniej. Zacznę sprowadzać na siebie najgorsze rzeczy. Słyszę, że mój telefon wibruje, podnoszę się z podłogi i podchodzę do łóżka. To mama. Nie wiem czemu, ale muszę odebrać. Muszę usłyszeć jej głos.
-Halo, Sarah.
-Mamo. Dobrze, że dzwonisz.
-Nigdy tak nie mówiłaś. Co się stało? Powiedz mi. Jestem twoją matką. Chcę dowiedzieć się chociaż tego.
-Liam zerwał ze mną. Powiedział, że ma dość ukrywania się przed Harry'm. Rozwalił ścianę i cały swój pokój tylko dlatego, że chłopak który jako jedyny chciał mnie wysłuchać odprowadził mnie do pokoju. Nic się nie wydarzyło. Powiedział, że uprawiałam z nim na pewno seks. Mamo ja już się pogubiłam. A najlepsze jest to, że oni są kuzynami.
-Moment kto z kim?
-Liam z Harry'm. Okłamywali mnie obaj, że są tylko przyjaciółmi. Nie wiem co już mam o tym myśleć. Czuję jakbym totalnie się zagubiła. Jakbym żyła w świecie, którego tak naprawdę nie znam. Nie wiem co mam zrobić.
-Sarah to jest ciężki temat na telefon. Musiałabyś kiedyś tu przylecieć. Ale posłuchaj mnie. Rób to co mówi ci serce. Postaraj się posłuchać tego co ci mówi.
Zaczynam płakać, a wszystko rośnie mi w gardle. Na chwilę potrafię się uspokoić, ale po chwili wszystko powraca. Nie wiem dlaczego nie potrafię sobie ułożyć życia. Chciałabym kogoś tak prawdziwie pokochać. Tak jak pokochałam Liama. Tylko, żeby nie było kłamstw. Żebym potrafiła normalnie żyć.
-Kocham cię mamo.
-Ja ciebie też.
Od razu się rozłączam, ponieważ już nie chcę słyszeć jej głosu. Przylecę tam. Od razu stąd. Muszę iść do któregoś z opiekunów, powiedzieć mu o tym. Wychodzę z pokoju i biegnę do pokoju nauczycieli. Pukam w drewnianą powłokę i po chwili otwiera mi pani Lycee.
-W czym mogę ci pomóc?
-Chciałabym tylko się zapytać, czy istnieje możliwość, żebym poleciała do Anglii kiedy reszta będzie wracać do Stanów. Moja mama przechodzi jakieś załamanie i prosiła żebym przyleciała-muszę kłamać. Co mam powiedzieć? No hmmm, chłopak z którym byłam traktuje mnie jak nic. Muszę sobie wszystko poukładać w głowie.
-Tak myślę, że tak. Tylko będziesz musiała sama opłacić sobie bilet. Nie stać uczelni na to. Zapłaciliśmy już za twój bilet w dwie strony, ale nie zdążą nam oddać pieniędzy za ten czas.
-Nie ma problemu. Dziękuję-kiedy drzwi się zamykają. Czuję pewną ulgę. Chcę pobyć z mamą. Nawet nie wiem dlaczego. Potrzebuję jej wsparcia. Nigdy nie miałam z nią kontaktu, może dlatego nie potrafię ułożyć sobie życia. Bo ona nie potrafiła? Bo nigdy nie miała czasu, żeby ze mną porozmawiać. Ale wiem jedno. Wracam do Anglii. Nie wiem na jak długo, ale muszę zniknąć. Choć na chwilę zapomnieć.

-----------------------------

Uśmiecham się do Kate, która robi mi i Jade zdjęcie. Nie rozmawiałam z Liam'em już od pięciu dni i staram się go unikać jak tylko mogę. Nie mogę nagle zaprzestać tego co sobie obiecałam. Obiecałam sobie tamtej nocy, że pozwolę mu zapomnieć o sobie. Dam mu to wszystko przemyśleć. Dzięki temu wszystkiemu zaczęłam dostrzegać to jak bardzo inna się stałam. Teraz zaczęłam spędzać czas z dziewczynami, a nie tylko jakbym była ślepa, a Liam byłby moim przewodnikiem. Kierujemy się w stronę dziedzińca w którym stał kiedyś Romeo. Chcę napisać list do Julii. Czuję, że muszę to zrobić. Podbiegam do stolika, biorę kartkę i długopis. Siadam na ławce i zaczynam pisać. 
Kochana Julio.
Nie potrafię radzić sobie z moim problemem. Zakochałam się w dwóch mężczyznach. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Jeden z nich jest teraz bardzo daleko. Drugi przy mnie, lecz zawiodłam się na nim jak na nikim innym. Nie potrafię teraz nikomu już zaufać. Pokłóciliśmy się, a on powiedział, że jestem dziwką. Czasem myślę, że tylko dlatego, że był na mnie wściekły. Poza tym kocha mnie bardzo mocno. Zapewniał mnie o tym wiele razy. Tak. Może to jeszcze jest młodzieńcza miłość, ale mieliśmy być już na zawsze. Miałam zerwać z tym pierwszym specjalnie dla niego. Rozmawiałam z moją mamą bardzo wiele na ten temat, a mało razem rozmawiamy. Powiedziała, że widziała jak Liam mnie traktuje, a Harry to całkiem inna osoba i osobowość. Nie potrafiłby o mnie tak zadbać jak on. Nie zrobiłby dla mnie tego co zrobił Liam. Specjalnie dla mnie przeleciał siedem godzin tylko po to aby móc być przy mnie w święta, a Harry nie zaintersował się mną. On ogólnie zachowuje się jakby się mną nie interesował. Nie wiem czemu, ale po prostu nie potrafię z nim zerwać. To był pierwszy chłopak z którym byłam na studiach. Pierwszy mnie zauważył, ale Liam był tuż po nim. Bardziej kocham Liama, ale czy to cokolwiek zmienia? Jeżeli tak mnie traktuje po tym co razem przeszliśmy. Moje starania poszły na marne? Jego też. Staraliśmy się żyć normalnie, bez żadnych problemów, bez szpitali, ale teraz to chyba znowu się zmieni. Nie potrafię jeść kiedy myślę, że on mnie nie kocha. Kiedy zostawił mnie bo już dawno ze mnie zrezygnował. Kiedy powiedział, że jestem dziwką, a tak naprawdę chłopak odprowadził mnie do pokoju dlatego, że chciał być miły. Nic między nami nie zaszło, a nawet jeśli by tak się stało pierwszy by o tym wiedział. Nie wracam po tym wyjeździe do Stanów. Wracam do Anglii, żeby wszystko przemyśleć. Może tamten kraj pomoże mi wszystko przemyśleć. Może dzięki rodzinnemu domowi wszystko się zmieni. Będę potrafiła poradzić sobie ze wszystkim. Potrzebuję Twojego wsparcia, mam nadzieję, że znajdziesz czas zważywszy na to, że tyle kobiet do Ciebie pisze, przeczytasz mi list i postarasz się opowiedzieć na to co napisałam. Czekam na twoją odpowiedź.
Sarah Miller, Wielka Brytania, Holmes Chapel, Rydal Cl 1567.
Wstaję i wciskam liścik w dziurę w murze. Odszukuję Jade, która nadal pisze. Zastanawia mnie to o kim pisze. Może o Ashtonie? Nie wiem. Kiedy do niej podchodzę ona kończy pisać i robi to co ja. Chciałyśmy jeszcze wejść na ten balkon. Szybko odnajdujemy drzwi i kierujemy się schodami na górę. Kiedy już docieramy do słynnego pokoju Julii zauważam tam wiele kobiet zwiedzających to miejsce. Nie ma nikogo na balkonie, więc kieruję się w jego stronę. Opieram się o murowaną "poręcz" i dostrzegam na dole Liama, który śmieje się razem z Lukiem. Przyzwyczaiłam się, że nagle są kumplami, choć jeszcze kilka tygodni wcześniej mój były chłopak miał ochotę go zabić. Pali papierosa. Znowu pali. Nagle odwraca się i patrzy w moją stronę. Wygląda jakby nie spał przez kilka nocy. Przymykam powieki i nagle czuję dłoń Jade na swoich plecach. Odwracam się tylko dlatego, żeby już nie patrzeć na Liam'a. Nikt oprócz dziewczyn nie wie, że nie wracam z nimi i nie wiem jak on na to zareaguje.
-Tu jest niesamowicie.
-Dokładnie. Jak byłam tu ostatnim razem też pisałam list, tylko całkiem inny. Nie ważne. Zawsze to miejsce wywołuje na mnie jakieś emocje.
-Wiesz, że Liam ci się przygląda? Może byś z nim w końcu porozmawiała? Już dużo czasu minęło odkąd nie rozmawiacie.
-Mówiłam ci, że z kimś takim nie będę rozmawiać. Gdyby chociaż przeprosił. Ale nic. Nie potrafił nawet powiedzieć głupiego "przepraszam". Nie usłyszałam żadnych słów przeprosin.
-Ej Julka!-słyszę jego głos, który przeszywa całe moje ciało. Odwracam się na pięcie i pokazuję mu środkowy palec. Robi minę jakbym go zraniła i chwyta swoją pierś po stronie gdzie jest serce. Chcesz tego? Dobra. 
-Jade zadzwoń do mnie za dziesięć minut-wybiegam z budynku i idę w drugą stronę. Wiem, że pójdzie za mną. Zawsze to robił. Bez względu na wszystko. Skręcam w jakiś zaułek i nagle słyszę głosy za sobą. Kiedy jestem już w takim miejscu, że nikt nas nie zauważy odwracam się. Dostrzegam go jak kieruje się w moją stronę-Po co tu idziesz?
-Sama tego chciałaś przecież. Wiedziałaś, że to zrobię. Że pójdę za tobą. Myślałem wiele o nas. I doszedłem do wniosku, że pomyliłem się co do ciebie. Niezła suka z ciebie, ale taką cię pokochałem. Może i przepraszam za to co powiedziałem. 
-Może i? Poczułam się jak szmata wiesz? Poznałam go w barze i jedyną osobą, która chciała mnie wysłuchać był on. Ty sobie poszedłeś-chce mi się śmiać, ponieważ Liam jeszcze nie wie co chcę zrobić.
-Dobra. Przepraszam. Skąd mogłem wiedzieć? Byłem wściekły. Ale wiem, że to był błąd. Kocham cię-przytakuję, lecz nic nie odpowiadam. Nie. To teraz na mnie nie działa. Pożałuje tego wszystkiego. Tak naprawdę będzie żałował tego, że się do mnie zbliżył. W momencie znajduję się tuż pod nim przypięta za nadgarstki do muru. Jego oddech uderza w moje nozdrza, a ja staram się zapomnieć o tym, że przed chwilą jeszcze palił.
-Słuchaj mam propozycję, ale musimy iść za ten śmietnik. Możemy stać, ale za śmietnikiem-popycham go, a on głupkowato się uśmiecha. Upadam na kolana i zaczynam rozpinać jego spodnie. Ciągnie mnie za włosy w taki sposób, że spoglądam w jego oczy. Widzę w nich strach jak i pożądanie. Ściągam w dół jego spodnie, jak i bokserki. Wkładam do ust jego penisa, który jeszcze nie jest gotowy i poruszam głową w taki sposób, że biorę go prawie całego, ale pod koniec chce mi się już wymiotować. Słyszę cichy syk Liama w momencie kiedy poruszam językiem na jego końcówce. Wstaję na równe nogi, nadal masując jego penisa. Łącze nasze usta, a on chwyta w obie dłonie moje policzki. Zaczynam coraz szybciej poruszać ręką, a Liam przymyka powieki i wydaje coraz głośniejsze dźwięki. Jade, kurwa. Miałaś zadzwonić. I nagle słyszę dźwięk. Bogu dzięki. 
-To może poczekać.
-Nie. Mój tata jest w szpitalu. Pewnie to mama. Poczekaj za momencik przyjdę-wychodzę z zaułka mówiąc coś do Jade i jestem pewna, że teraz Liam sam sobie obciąga-idźcie zobaczyć co robi teraz Liam-mówię do dziewczyn, zaczynam się śmiać i chwytam moją przyjaciółkę za nadgarstek biegnąc w stronę placu zatłoczonego przez wiele ludzi. Odwracam się w stronę zaułka i dostrzegam, że dziewczyny zaczynają się śmiać. Dwadzieścia do jednego dla Sary. Może teraz będzie wiedział, że nie można zadzierać z kimś takim jak ja. 
-Co ty zrobiłaś?
-No wiesz. Chciałam się zemścić na Liamie. Zaczęłam mu obciągać i w momencie kiedy miał dojść zadzwoniłaś. Właśnie o to mi chodziło. A te dziewczyny są nie potrzebne, ale w sumie nauczy się, że nie można ze mną zadzierać.

--------------------------

Rozglądam się po autokarze w poszukiwaniu Liama, którego nigdzie nie widziałam. Ostatniego sms'a, którego od niego dostałam to było "Bardzo śmieszne. Dobra już pożałowałem. Wystarczy. I tak cię kocham". Nie odpisałam na niego. Na razie nie mogę tego robić. Nie mogę się złamać. Nie wiem dlaczego nie był na mnie zły po tym co zrobiłam. Przecież te laski na luzie mogły zrobić mu zdjęcia. 
-Naprawdę lecisz do Manchasteru? Myślałam, że to jest tylko żart. O której masz samolot?
-Dwadzieścia minut wcześniej niż wy. Muszę lecieć. Przemyśleć sobie wszystko. Nie wiem kiedy wrócę, ale na pewno wrócę już jak wszystko będzie okej-spoglądam na Jade, która się tylko uśmiecha do telefonu. Pewnie pisze z Ashtonem. Uśmiecham się na to, że chociaż im się udało. Było źle ale udało się. Naprawdę cieszę się że za kilka godzin w końcu zobaczę mamę i tatę. Zmieniłam do nich nastawienie, nawet nie wiem kiedy. Wiem, że znowu zacznę ich nienawidzić po tym jak spędzę z nimi tyle czasu, ale muszę do nich pojechać. Zamknąć się w swoim pokoju. Wyłączyć telefon aby nikt nie mógł się dodzwonić. Oddycham z ulgą kiedy dostrzegam lotnisko. Za kilka godzin będę już w domu i położę się z mamą w moim starym pokoju. Porozmawiamy jak nigdy tego nie robiłyśmy. Kiedy autokar się zatrzymuje wszyscy wysiadają. Nie możemy wysiąść lecz nagle Liam wyrasta jak jakieś pieprzone drzewo tuż za mną i pozwala nam na to abyśmy mogły wysiąść. Dziękuję mu, a on tylko się uśmiecha. Kiedy już jesteśmy na asfalcie dostrzegam jak jest ubrany. Ma na sobie granatową bluzę i krótkie czarne spodenki. Wygląda tak jak bym chciała żeby wyglądał. Tak na zawsze. 


Zanim mogę cokolwiek zrobić wyciąga za mnie moją walizkę i mi ją podaje. Wzruszam ramionami, podchodzę do jednego z opiekunów.
-Przepraszam panie Green. Pewnie pan wie. Lecę innym samolotem. I mam go równo za pół godziny. Mogę już iść? 
-Oczywiście Saro. Życzę ci miłej i bezpiecznej podróży. Wróć do nas jak najszybciej-dziękuję mu, żegnam się najpierw z opiekunami,a  później z osobami z którymi spędziłam tu trochę czasu nie wliczając w to Liama. Z nim nie chcę się żegnać. Jade chwyta moją dłoń i kierujemy się w stronę budynku. Moje serce coraz mocniej bije. Mam nadzieję, że on przybiegnie i powie jak mocno mnie kocha. Nie. Co ja mówię. Nie może mi tego powiedzieć. Wtedy pęknę.
-Gdzie masz walizkę Jade?-spoglądam na jej bok i nic nie dostrzegam. Przecież musi ja wziąć.
-Ashton weźmie. Powiedział, żebym poszła z tobą, bo wie jak bardzo będę za tobą tęsknić i że muszę się z tobą pożegnać-dziękuję temu wyjazdowi za to, że znalazłam sobie kolejną przyjaciółkę, której wiem, że mogę ufać. Jade jest moim odbiciem. Dużo się uczy, ale potrafi też odnaleźć w tym zdrowy rozsądek. Wchodzimy do klimatyzowanego budynku i szukamy mojej odprawy. Chodzimy po całym budynku, aż w końcu znajdujemy moją odprawę. Lot jest opóźniony o dziesięć minut. Przy samej odprawie stoi dużo ludzi i zauważam, że obok jest odprawa do Monachium, którym będzie lecieć reszta. Kiedy Ashton wchodzi do budynku, Jade biegnie do niego zabiera swoją walizkę i staje tuż za naszymi opiekunami, a obok mnie. Dzieli nas tylko ta taśma bezpieczeństwa. Nawet nie zauważam kiedy, ale już jestem przy odprawie. Przed Jade jest jeszcze pan Green. Kiedy miła pani nakleja na moje walizki to wszystko uśmiecham się. Nie mogę się już doczekać. Spoglądam w bok i zauważam, że otwarli już drugą odprawę do Monachium. Za dużo ich było przy jednej. Chce mi się śmiać, ale powstrzymuję to i idę w stronę strefy bezpieczeństwa. Moje serce zamiera, gdy ktoś za mną biegnie. Nie. Proszę. Lecz w momencie wiem, że to Jade. Uśmiecham się kiedy delikatnie się do mnie przytula. Pocieram jej plecy i po chwili oddalamy się na siebie żeby przejść przez bramki bezpieczeństwa, ale po chwili siadamy tuż obok siebie na ławkach przy szybie przez którą możemy zobaczyć startujące i lądujące samoloty. Opieram swoją głowę na jej barku i zamykam oczy. Dziękuję jej za to, że jest ze mną tak blisko. Nagle ktoś inny siada obok mnie, a Jade wstaje i odchodzi. Patrzę na jej przepraszający wzrok i odwracam się. To Liam. Moje płuca wysychają. Ale on chce rozmawiać. Ja to wiem. Gdyby było inaczej patrzyłby na mnie, a teraz patrzy tylko na swoje dłonie. Kiedy zaczyna skubać skórki przenoszę swoje dłonie na jego.
-Czyli tak to chcesz załatwić? Być jak najdalej ode mnie? Nigdy, nikogo nie kochałem tak mocno jak ciebie. Jesteś idealna tak jak Harry. Nie tak jak ja. My nie jesteśmy chyba dla siebie. Ja cię niszczę. Z każdym swoim oddechem odbieram jeden twój. Ja cię wykończę-łzy w jego oczach zaczynają kapać na nasze złączone dłonie-Może powinienem być bardziej jak on. Przypominać go. Przecież on jest idealny i zawsze był idealny. Dla tych dziewczyn, dla naszej rodziny.
-Nie mów tak. Nie wolno ci tak myśleć. Wyjeżdżam bo mój tata jest w szpitalu. Przecież ci już mówiłam.
-Tak, kiedy chciałaś żebym zrobił sobie wstyd. Wiem, że to nie prawda. Rozmawiałem z Jade. Powiedziała mi, że chcesz o tym wszystkim pomyśleć z daleka od nas. Dlaczego tyle się zastanawiasz? Tyle razy zapewniałaś mnie, że to mnie kochasz z całego serca. Że znaczę dla ciebie bardzo dużo. A teraz nagle chcesz wyjechać? Nawet nie powiesz na ile, bo sama nie wiesz. Nie dam sobie rady bez ciebie, już nie daję.
-Ja jestem pewna, że kocham ciebie, ale po tym wszystkim co się wydarzyło nie wiem czy to nie była pomyłka. Jeśli kogoś się kocha nie mówi mu się, że ta druga osoba jest dziwką. Nie wiem jak mogłeś pomyśleć, że mogłabym cię zdradzić. Przecież wiedziałeś ile dla mnie znaczysz. Nie mogłeś się bez tego obyć co? Musiałeś dorzucić swoje dwa grosze? Co Liam?
-Przestań. Proszę. Przestań być na mnie zła. Ile razy mam jeszcze przepraszać cię za to co zrobiłem? Jestem tak w tobie zakochany, że gdy widzę cię w towarzystwie innego kolesia myślę tylko o jednym. Zakochał się w tobie, czy chce cię przelecieć. Posłuchaj jesteś cudowną dziewczyną. Nie wiesz jak patrzą się na ciebie inni faceci. Wyglądają jakby zaraz kutasy miały im wyskoczyć ze spodni. Ze mną było podobnie. Posłuchaj. Zakochałem się w tobie rok temu. Powiedziałem sobie, że musisz być moja. Wtedy wtrącił się Harry. Tak wszystko się posypało.
-Dlaczego tego nie zrobiłeś? Dlaczego nie byłeś pierwszy?
-Bo już wtedy wiedziałem, że nie jestem tak idealny jak ty. Wiedziałem, że nie jestem chłopakiem dla ciebie.
-Przestań tak mówić. Jesteś dla mnie. Moje serce bije tylko dla ciebie-przyciągam swoją dłoń razem z jego do mojej piersi i chwile tak siedzimy dopóki on nie zaczyna swoich idiotyzmów i nie zaczyna delikatnie jej masować-robisz sobie jaja czy jak?-kręci przecząco głową i nie przestaje. Chciałabym go pocałować, ale to będzie za dużo znaczyć. Spoglądam na zegarek i w momencie słyszę, że wzywają mój lot. Nachylam się i całuję jego policzek.
-Tylko tyle?
-Nie mogę zrobić więcej. Za dużo by to dla nas znaczyło. Pamiętaj, że cię kocham.
-Ja ciebie też i chciałbym żeby to wszystko dla ciebie coś znaczyło.
-Znaczy. Zaufaj mi.
Macham mu ręką i zauważam Jade, która do mnie podbiega i mocno się przytula.
-Mam nadzieję, że między wami jest okej.
-Tak wszystko okej.
Uśmiecham się i schodzę w dół abym mogła po chwili wyjść na zewnątrz, zderzyć się z gorącym powietrzem i wejść po schodkach do samolotu. Od dzisiejszego dnia wszystko potoczy się inaczej. Przemyślę wszystko i do Nowego Jorku wróci stara Sarah.

------------------------------

Siadam na swoim łóżku i totalnie staram się wyłączyć od wszystkich ludzi. Już jestem na siebie wściekła, rodzice się już kłócili. Już mam dosyć. Chcę zadzwonić do Liam'a, powiedzieć mu jak bardzo źle jest, ale nie mogę tego zrobić. Potrzebuję kogoś przytulić i zanim mogę pomyśleć ciepłe ramiona mamy owijają się wokół mnie. Blizny przypominają mi o jej przeszłości do której mam nadzieję już nie wróci. Nawet jeśli się kłócili zauważyłam u nich pewną zmianę. Patrzyli się na siebie jakby byli zakochani. Nigdy nie widziałam czegoś takiego. Co zmieniło się gdy mnie tu nie było. Minęły tylko dwa miesiące. Czy ta próba samobójcza mamy podczas przerwy świątecznej coś zmieniła? Tata spojrzał na nią inaczej? Mama całuje delikatnie moje policzki.
-Kocham cię skarbie. Przepraszam, że nigdy nie potrafiłam poświęcić ci tyle czasu ile na to potrzebowałaś. Zawsze musiałaś patrzeć na to jak z ojcem nie radzimy sobie z tym wszystkim. Z wami. Zawsze wydawało mi się, że jestem z nim z przymusu, bo jesteście wy, a kochałam was bardzo mocno, dlatego nie mogłam was pozbawić ojca. To, że nie potrafiłam wam tego okazać to inna sprawa. Przez tyle lat nie potrafiłam być waszą matką. Patrzyliście tylko na ból i nieszczęście w małżeństwie. Dlatego to wszystko się dzieje. Nie wychowaliśmy was na dobrych ludzi. Twój alkoholizm kilka lat temu, problemy z odżywaniem. Christian zdradza Lilę. Nie takie miałam nadzieję, kiedy pojawiliście się na świecie. Mieliście być idealni. A przez nas wszystko się zepsuło. Gdybyście nie mieli tak chorych rodziców wszystko byłoby dobrze.
-Moment. Co ty powiedziałaś? Christian ją zdradza?
-Tak. Nie wiedziałaś o tym? Matko chociaż jedna rzecz wiem o której ty najwyraźniej nie miałaś bladego pojęcia. Od dawna ją zdradza. To dziewczyna z sąsiedztwa o ile dobrze pamiętam ma na imię Gigi czy jakoś tak. Nie zauważyłaś nigdy żeby Chris chodził po kampusie z inną dziewczyną, której nie kojarzysz.
-Nigdy. Zawsze wydawało mi się, że chociaż on wam się udał i nie jest spieprzony jak nasza dwójka. Ale jednak nie. Dlaczego nasza rodzina jest taka chora? Mamo proszę odpowiedz mi. Dlaczego nie możemy tak po prostu odciąć przeszłości? Będę musiała złapać tą całą Gigi. Powiedzieć jej, że musi odpuścić bo mój brat ma narzeczoną. Mamo. Zawsze ja załatwiam te najtrudniejsze sprawy, ale nawet nie potrafię sobie poradzić ze swoim życiem. Nie potrafię podjąć prostej decyzji przy której normalnie mogłabym żyć. Kocham Liama, tak bardzo go kocham, ale już na tyle pokręciłam się w tych całych kłamstwach, że nie potrafię sobie poradzić. Proszę, pomóż mi odnaleźć siebie.
-Jesteś sobą. Zawsze byłaś sobą. Nigdy nikogo nie udawałaś. Czasem pokazywałaś prawdziwą siebie. Czasem potrafiłaś być okropną osobą, ale taka już jesteś. Nie potrafisz przecierpieć tego jeżeli ktoś cię zrani. A Liam? Jest najlepszym co cię mogło spotkać. Po waszym wyjeździe wszyscy zaczęli rozmawiać o tym jak bardzo do siebie pasujecie. Kiedy widziałam ciebie uśmiechniętą czułam, że dokonałam czegoś niemożliwego. Czułam, że przez to jak się kiedyś zachowywałam, moja córka wyjechała i znalazła sobie kogoś kto pomoże jej odbudować jej zrujnowany świat. Nadal jestem mu wdzięczna za tamtego lekarza. Gdyby nie on być może już by mnie tu nie było. Nie rozmawiałybyśmy tak spokojnie. Nigdy tak spokojnie nie rozmawiałyśmy. Córeczko jesteś najlepszym co nas spotkało. Jesteś przepiękną dziewczyną, dążącą do założenia szczęśliwej rodziny, do wykonywania w życiu tego czego chcesz. Potrafisz sobie radzić w świecie i jestem tak cholernie z ciebie dumna.
-Ja też jestem z ciebie dumna. Jestem dumna z tego, że potrafiłaś wydostać się z tego bagna, które sama stworzyłaś. Znaczysz dla mnie bardzo wiele ale byłam zagubiona wtedy kiedy ty także byłaś zagubiona.

--------------------------

Za dwa dni wylatuję. Dostałam właśnie odpowiedź na moje pytania, które zadałam jeszcze w Weronie. Tak naprawdę już ich nie potrzebuję. Te kilka dni uświadomiło mi jak wiele dla mnie znaczy Liam. Jak bardzo za nim tęsknię. Czasem tylko przemknął mi obraz Harry'ego. Nie myślałam o nim za wiele. Nie wyciągałam telefonu od kilku dni z komody i naprawdę dobrze mi to robi. Dobre stosunki z rodzicami stały się jeszcze lepsze. Próbują wszystko odbudować tak jak ja zaraz to zrobię. Zakładam płaszcz i wychodzę z domu. Przechodzę przez ulicę i skręcam w prawo w końcu zauważam ten dom. Kiedy wbiegam na werandę słyszę głośne skrzypienie desek. Przymykam powieki i w końcu pukam do drzwi. Otwiera mi dojrzała kobieta z małym biustem całkiem przypominająca mnie za kilka lat. 
-Dzień dobry. Jest może Gigi w domu? Chciałabym z nią porozmawiać.
-Tak oczywiście, że jest-uśmiecham się na samą myśl, a kobieta wycofuje się i idzie w stronę schodów-Gigi chodź na dół, przyszła twoja koleżanka-powraca znowu do mnie i uśmiecha się-już schodzi. 
Kiedy ją dostrzegam zapiera mi dech w ustach. Długie nogi, ciemna karnacja i blond włosy. Wygląda jak pieprzona modelka. Zamyka za sobą drzwi i staje tuż obok mnie na werandzie. Nie wiem czy wie kim jestem i mam się przedstawić, ale ona mnie ubiega.
-Nie gorączkuj się. Wiem kim jesteś. Widziałam twoje zdjęcia Saro u Christiania w pokoju i w telefonie. Po co przyszłaś?
-Po co ja przyszłam? Przyszłam ci powiedzieć, że masz zerwać z moim bratem. On nie jest dla ciebie. Okłamuje cię. Mówi ci tylko kłamstwa. Myślisz, że on chce zostać z tobą na zawsze? Nie. Ty jesteś tylko pieprzoną rozrywką, którą doświadcza dwa lata przed swoim ślubem. Myślisz, że nie dotyka cię u nas na kampusie bo tego nie chce? Nie. On ma narzeczoną, którą bardzo mocno kocha, zagubił się tak jak każdy z naszej rodziny. Ja też się zagubiłam, ale już wiem czego chce. On też wie.
-Kim ty właściwie do cholery jesteś żeby decydować o naszym związku? Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy?
-Jestem jego pieprzoną siostrą, a on ma narzeczoną. Nienawidzę jej, ale wiem że na to nie zasługuje. Kocha go tak mocno jak on ją. Teraz grzecznie zadzwonisz i powiesz, że to koniec bez żadnego tłumaczenia. Powiesz po prostu, że nie możesz z nim być.
-A co jeśli tego nie zrobię?
-Wyniosę wszystkie twoje tajemnice na światło dzienne. Wiem więcej o tobie niż sobie wyobrażasz. Klub ze striptizem, prostytucja. Nieźle się zabawiasz. Mam nadzieję, że nie zaraziłaś mojego brata jakąś chorobą weneryczną. Chcesz żeby wszyscy poznali prawdziwą Gigi Malcolm. Chcesz tego, aby wszystko co budowałaś przez tyle lat runęło jak domek z kart?
-Nie. Chris nigdy nie wspominał o tym, że ma narzeczoną. Myślałam, że oboje jesteśmy wolni. Łączyłam z nim wielkie nadzieje. Obiecywał mi, że na zawsze będziemy razem. Kupował mi drogie prezenty. Mówił, że kocha tylko mnie.
-Bo dawałaś mu co innego niż daje mu Lilah. Ty mu dawałaś swoje ciało, a ona daje mu swoją miłość. Nie pierwsza, nie ostatnia nabrałaś się na jego gierki. Mój brat zawsze miał nierówno pod sufitem. Zawsze wykorzystywał dziewczyny-muszę kłamać. Mam nadzieję, że nie będzie mu nic tłumaczyć, bo jeśli tak to jestem pogrzebana. Dlatego najlepiej będzie jak zadzwoni do niego teraz-zadzwoń do niego teraz. Muszę być pewna, że już nigdy cię nie zrani-spogląda na mnie i wyciąga z tylnej kieszeni swoich levisów, czarnego samsunga. Przykłada telefon do ucha, a ja zamieram.
-Chris to nie czas do rozmów. Muszę ci o czymś powiedzieć. To jest koniec. Już wszystko wiem. Nie tłumacz się, po prostu zrozum że to koniec, a ja nie będę się zadawać z kimś takim jak ty. Pa-uśmiecham się do niej, a ona przyciąga mnie do uścisku. Jest taka cholernie wysoka i bardzo ładnie pachnie-dziękuję ci za to, że mi to powiedziałaś. Już wiele razy zawiodłam się na chłopakach, ale dzięki tobie nikt nie złamie mi po raz kolejny serca. Dziękuję jeszcze raz.
Przytakuję i oddalam się w kierunku mojego domu. Mam nadzieję, że nikogo nie spotkam na tak małym odcinku trasy. Nagle słyszę, że ktoś mnie woła. Udając, że nie słyszę, zakładam kaptur i zaczynam biec do domu. Kiedy otwieram i zatrzaskuję za sobą drzwi wiem, że jestem bezpieczna. Ściągam z siebie płaszcz, biorę list, który zostawiłam na komodzie i idę na górę. Siadam na łóżku i rozklejam kopertę.
Droga Saro.
Pogubiłaś się na swojej drodze tak jak ja kiedyś na swojej. Kochałam za bardzo tak jak Ty to robisz. Zawsze znajdziesz drogę do tego kogo tak naprawdę kochasz. Będziesz potrafiła zawsze walczyć o tą osobę. Będziesz potrafiła stanąć za nią murem, kochać ją bez względu na wszystko. Czeka cię wiele upadków i porażek, ale proszę Cię odnajdź szczęście w miłości. Jest ona nam wszystkim potrzebna do życia. Jestem pewna jednego. Twoją drugą połówką jest Liam. Z tego co napisałaś wiele przeszliście, ale to właśnie z nim powinnaś spędzić resztę życia. Nie możesz z niego zrezygnować. Nie możesz się poddawać. Musisz go kochać. Nie ważne jak wiele krzywd on wyrządzi Tobie, a Ty jemu na pewno nigdy się nie zniszczycie. Znaleźliście Siebie, a to jest najważniejsze. Zawsze znajdziesz drogowskaz, który doprowadzi Cię do niego. Jego miłość jest tak samo czysta jak Twoja. Po prostu macie czasem chwile zawahania co jest normalne. Potraficie się kochać jak ja i Romeo. Jest to miłość zabójcza, ale tym razem nie zrani nikogo, póki nie zrezygnujecie. Wszystko co mogę jeszcze napisać to to, że musicie nadal się kochać. Życzę wam wszystkiego co najlepsze, aby ułożyło się wam w życiu tak jak mnie i mojemu ukochanemu. Teraz żyjemy spokojnie razem pod stopami Werony. Nic nam nie grozi, a my w końcu jesteśmy bezpieczni. Przetrwaliśmy wszystko najgorsze, a teraz w końcu możemy choć na chwilę odetchnąć od rodzinnych potyczek. Oni umarli, ale my nadal jesteśmy żywi. Pozostaliśmy jako jedyni żywi. Kochamy się i tak samo będzie z Wami. Na zawsze będziecie już żywi i nikt nie będzie mógł tego zniszczyć. 
Twoja kochana, Julia.

Miałam rację, mama miała racje. Nie myliłyśmy się. Teraz już jestem pewna. Od razu po przylocie wszyscy się dowiedzą. Wszyscy dowiedzą się jaka jest prawda. Już nikogo nie będę musiała okłamywać. Opadam na łóżko i zaczynam myśleć o Liamie. 

--------------------------

Wciągam walizkę do pokoju, odkładam ją na bok, wkładam dokumenty od samochodu do torebki i biorę do ręki kluczyki od samochodu. Nie mam pojęcia jak wyglądam po tylu godzinach lotu, ale teraz albo nigdy. Wszyscy muszą się dowiedzieć. Zatrzaskuję drzwi za sobą i wybiegam z budynku. Zimne powietrze sprawia, że cała drżę. Moje dłonie się trzęsą, a serce przyspiesza do najszybszych możliwych obrotów. Przekręcam kluczyk i dziękuję Bogu za to, że udało mi się go odpalić. Jak znam życie teraz w bractwie trwa jakaś szalona impreza, a ja właśnie chcę to osiągnąć. Chcę żeby wszyscy zobaczyli kim on dla mnie jest. Kiedy podjeżdżam pod ich dom mam rację. Głośna muzyka sprawia, że zamieram. Czuję się jakbym szła tutaj po raz pierwszy. Poprawiam sobie włosy i wysiadam z samochodu. Kilka dziewczyn ma krótkie spódnice, a niektóre sukienki. Nie wiem jak jest im zimno, ale wydaje mi się, że boyfriendy, które mam na sobie nie nadają się na imprezę. Ogólnie nie jestem ubrana jakbym szła na imprezę. Przecież na nią nie idę.


Zablokowuję drzwi i wchodzę do środka. Śmierdzi alkoholem tak jak zawsze, a ja wbiegam na górę w poszukiwaniu Liama. Wchodzę do jego pokoju, ale nie ma go tam. Szybko znowu zbiegam po schodach i zaczynam go szukać po całym domu. W pewnym momencie przypominam sobie, że lubi przesiadywać podczas imprez w kuchni. Popycham drzwi i dostrzegam go tam. Kilka centymetrów od niego stoi Harry i w momencie obaj się odwracają. Przełykam ślinę i czuję jakby jakaś niewidzialna gula rosła mi w gardle. Muszę to zrobić teraz. Spoglądam na Harry'ego, który się uśmiecha, lecz po chwili spoglądam na Liam'a. Ma minę jakby był ciekawy co zrobię. Zrobię to na co czekasz, skarbie. Szybkim krokiem zbliżam się w ich stronę. Harry rozwiera ramiona, ale kręcę przecząco głową. Wreszcie owijam swoje wokół Liama i staję na palcach aby złączyć nasze usta. Chwyta moją twarz w swoje dłonie i przyciąga mnie jeszcze bliżej siebie. Smakuje alkoholem, ale kompletnie mi to nie przeszkadza. Słona woda wdzierająca się w moje usta sprawia, że w końcu czuję się szczęśliwa. Otwieram oczy i zauważam, że on także płacze. Delikatnie dotykam jego twarzy aby upewnić się czy to aby na pewno jest prawda. Czuję się jakbyśmy byli sami w tym pomieszczeniu dopóki Harry tego nie przerywa odciągając mnie od Liama.
-Co to kurwa ma być? Moja dziewczyna z moim kuzynem?
-No właściwie już twoja była dziewczyna. Zrywam z tobą Harry. Już od dawna kocham Liama. Jesteśmy razem szczęśliwi. Miałam już dawno ci powiedzieć, ale nie potrafiłam zebrać się w sobie. W końcu się udało.
-A ty? Wiedziałaś o tym?
-Jasne, że tak. Dużo osób o tym wiedziało. Naprawdę dużo. Mówiłam ci, że nie jest taka niewinna jak wszystkim się wydaje. 
-Od kiedy wiedziałaś?
-Od dawna. Uprzedzam następne pytanie. Nie powiedziałam ci, bo chciałam żebyś cierpiał za to jak ranisz te wszystkie dziewczyny, które zabierałeś do łóżka, a później zostawiałeś. Byłam jedną z nich pamiętasz? Kiedyś nawet byłam w ciąży z tobą. Usunęłam je, bo nie chciałam zbędnych problemów. Zemsta jest słodka co Harry?
-Zamknijcie się wszyscy i zniknijcie mi z oczu. Wypierdalajcie stąd-jego donośny głos roznosi się po całej kuchni, a wszyscy wychodzą. Nie wiadomo do czego jest zdolny. Puszczam Liama i zostaję sama z Harry'm w pomieszczeniu. Powietrze jakby zgęstniało, ale muszę sobie z tym poradzić-ty też stąd wypierdalaj. Ośmieszyłaś mnie tylko. Z moim własnym kuzynem. Pieprzyliście się?
-Tak. Uprawialiśmy seks i nic ci do tego. Już i tak nic nas nie łączy. Nie potrafiłabym pokochać takiej osoby jak ty. Niszczyłeś te wszystkie dziewczyny nie myśląc o konsekwencjach. Cieszę się, że Rose usunęła to dziecko. Wiesz dlaczego? Bo nie musi męczyć się z kimś takim jak ty. Gdyby to wszystko miało jeszcze sens. Gdybyś potrafił się mną przejmować, wszystko byłoby inaczej.
-Idź już stąd zanim cokolwiek ci zrobię. Nie chcę cię skrzywdzić. Nie mogę. Wyjdź już. 
Szybko przeciskam się przez drzwi i słyszę, że naczynia zaczynają się tłuc. Mocno owijam ramiona wokół Liama, który prowadzi nas na górę. Zamyka za nami drzwi na klucz i zapala światło. Podchodzi do mnie i zrzuca mi z ramion moją parkę. Uśmiecha się do mnie i podnosi do góry, a ja oplatam nogi wokół jego bioder. 
-Wreszcie mogę to powiedzieć nie ukrywając się. Kocham cię skarbie, bardzo mocno. Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłem. 
-Dobra skończmy to gadanie. Porozmawiamy jak już skończymy-uśmiecham się i przywieram ustami do jego warg. Unoszę ręce i odkładam je na tyle jego głowy mocno przyciskając go do siebie. Przesuwamy się gdzieś, a ja już po chwili wiem gdzie. Opadamy na jego łóżko. Dzisiaj zrobimy to inaczej. Tym razem ja będę na górze. Nie przestając go całować zaczynam rozpinać jego pasek, a po chwili zajmuję się guzikiem spodni. Staram się go odwrócić, a on o dziwo puszcza ręce i pozwala na to, abym usiadła na jego udach. Zaczynam się śmiać i ściągam koszulkę, która i tak mało zakrywała. Poruszam swoim ciałem w przód i w tył tym samym ocierając się o niego. Tak cholernie go pragnę. Pragnę przypieczętować naszą miłość. Chwyta moje biodra i kręci przecząco głową. Rozpinam swoje spodnie i na chwilę wstaję aby je zdjąć. Kiedy razem z majtkami opadają na podłogę Liam przygryza wargę. Szybko ciągnę w dół jego bokserki i spodnie. Słyszę wyraźne uderzenie o brzuch. Nawet nie wiem w którym momencie ściągnął koszulkę. Jestem aż tak zamroczona tym wszystkim co się dzieje. Siadam znowu na nim i przejeżdżam swoją kobiecością po jego całej długości. Cicho jęczy kiedy tuż przy samym końcu zaczynam kołysać biodrami. Cofam się jeszcze raz do tyłu i chwytam jego penisa w dłoń. Pochylam się i zaczynam delikatnie go ssać. Chce mi się trochę śmiać, ponieważ ostatni raz kiedy to robiłam, to tylko po to aby go ośmieszyć. Liam wkłada swoje palce w moje włosy i delikatnie przesuwa całą moją głową po swojej długości. Czuję go aż w gardle. Mam ochotę zwymiotować, ale nie mogę teraz tego zrobić.
-Sar..rah. Mam ochootę jedna..ak na coś in..nego-z każdym moim zagłębieniem w buzi wsysa powietrze. Też mam ochotę na coś innego, ale myślałam, że tego też będzie chciał, ale jak nie to nie. Delikatnie chwytam go w dłoń i przesuwam go tuż do mojej waginy. Delikatnie umiejscawiam go sobie i obsuwam się coraz bardziej w dół. Nie zbyt przyjemnie, ale to coś nowego. Liam głośno wypuszcza powietrze, a ja zauważam, że już wszedł we mnie cały. Delikatnie unoszę się w górę. Opieram dłonie po obu stronach jego głowy i pochylam się aby go pocałować. Kiedy łączę nasze usta, on zaczyna delikatnie poruszać swoimi biodrami. Coraz szybciej i szybciej. Wszystko zaczyna mnie boleć, chyba dlatego, że od razu wszedł we mnie cały, ale staram się tego nie pokazywać. Czuję jak wszystkie mięśnie napinają się, a Liam jeszcze bardziej przyspiesza. Słyszę jak jego jądra obijają się o moje ciało coraz bardziej. Zaczynam cicho wypowiadać jego imię, a on uśmiecha się. Już nawet nie stykamy się twarzami. Jestem nad nim. Przygryza wargę i przytrzymuje moje biodra. Przyspiesza jeszcze szybciej i jedną z dłoni przykłada do mojej łechtaczki. Zaczyna szybko poruszać na wznak i już jestem blisko. Tak cholernie blisko, aż w końcu moje łokcie odmawiają mi posłuszeństwa i upadam na Liama. Jeszcze kilka delikatnych już pchnięć i Liam sięga sa moje plecy. Wyciąga swojego penisa ze mnie i spuszcza się. Przewracam się na plecy i spoglądam jeszcze raz na niego. Uspokajam swój oddech i moją klatkę piersiową. To on jest dla mnie. Nikt inny tylko on-czyli teraz mogę cię o coś zapytać? Saro Miller zostaniesz moją dziewczyną?
-Tak-uśmiecham się do niego i przekręcam się w taki sposób, aby jak najmniej bolało i składam szybki pocałunek na jego ustach. Uwielbiam go.

_______________________
I jest kolejny. Mam nadzieję, że się spodoba. Dziękuję za wszelkie komentarze. 
xx




piątek, 8 lipca 2016

Rozdział 14

Brak komentarzy:
"Miłość to jedyna siła, która zmienia wroga w przyjaciela"~Martin Luther King


Uśmiecham się do Jade w momencie kiedy Ashton przytula się do niej. Nie wiem co jej mówi, ale widzę, że jest szczęśliwa. Nie rozmawiałam z nią cały dzień, ale wiem, że stara się zapomnieć o wszystkim co wydarzyło się tamtego dnia. Nie wiem gdzie jest Liam, ale mam już tego dość, ponieważ znika co chwilę nic mi nie mówiąc. Mieliśmy razem spędzać czas, a cały czas gdzieś lata. Przewracam oczami i zaczynam robić kolejne zdjęcia. Kiedy dostrzegam jakąś parę, która siedzi na ławce,a za nimi maluje się różowe niebo z zachodzącym słońcem, wiem, że muszę zrobić zdjęcie. Robię kilka ujęć i w momencie przy moich nogach klęka Liam. Trzyma w dłoni jedną różę, a ja zaczynam się śmiać jak idiotka.
-I co teraz zamierzasz być romantykiem, tak? W nocy jest coś innego.
-Zawsze byłem romantykiem. Zawsze do ciebie. Wiedziałem, że muszę inaczej cię traktować, wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. I nadal to wiem. Kocham cię zawsze i pomimo wszystko. Jesteś moim wszystkim. 
-Tak też cię kocham, ale wstań nie rób z siebie błazna i już nie wymyślaj tych ckliwych tekścików. Zauważyłam, że coraz częściej mnie to denerwuje. 
Wstaje z kolan i wyciąga coś z kieszeni spodni. Jest to pudełeczko. Moje serce podchodzi do gardła i jeśli to pierścionek, który ma coś oznaczać odmówię. Jeszcze nie jestem pewna tego wszystkiego. Mam nadzieję, że to jednak nie jest to o czym myślę. Uśmiecham się do niego kiedy spogląda w moje oczy, ale nie jestem pewna swojej reakcji. Nie chcę od niego drogich prezentów już za dużo mi dał, a ja dałam mu cholernie mało, choć chciałabym dużo. Kiedy dostrzegam, że w pudełeczku jest śliczny, złoty naszyjnik z zawieszką z małym diamencikiem. W moich oczach pojawiają się łzy, nawet nie wiem dlaczego. 
-Jest śliczny Liam, ale nie mogę go przyjąć. Kosztował z kilka tysięcy.
-Nie to żebym był biedny.
-Nie o to chodzi. Ty już dałeś mi tak wiele prezentów. Cholernie drogich prezentów, a ja nie dałam ci nic. To jest nie fair.
-Jest fair. Kochasz mnie, a to jest teraz najważniejsze. Jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu i to się liczy. Cholernie mocno. Dałaś mi tyle co nikt inny. A to jest bezcenne. Tego nie można sprzedać, to można tylko dać. 
-Dobrze, przyjmę go, ale obiecaj mi, że jak kupię ci coś co będzie kosztowało więcej niż przewiduje twój umysł, to przyjmiesz to, okej?
-Nie. Nie będziesz wydawać na mnie pieniędzy.
-Nie to żebym była biedna.
Wypowiadam te słowa celowo, ponieważ wiedziałam że się uśmiechnie, a ja kocham jego uśmiech. Muszę wymyślić coś co mega mu się spodoba. To nie może być zwykły zegarek, to musi być coś wyjątkowego. Nawet nie wiem w którym momencie Liam tuli się do mnie i całuje czubek głowy. Jestem tak cholernie szczęśliwa. Tak strasznie szczęśliwa od początku tego wyjazdu. Chcę żeby było tak zawsze. Ja. On. My. Bezpiecznie w jego ramionach. Chroniąc mnie przed światem i osobami, które nie są dla mnie dobre, nawet jeśli znałam je przez wiele lat.


---------------------------


Całuję go jeszcze raz zanim znika mi z oczu i biegnie gdzieś z chłopakami w stronę morza. To jest smutne, że już jutro stąd wyjeżdżamy i jedziemy do Werony, gdzie już tak nie będzie. Nie będzie morza. Przymykam powieki i staram się zapomnieć o tym co dzieje się w moim życiu. O tym co będzie się działo po powrocie do Stanów. O tym, że będę musiała mu powiedzieć prawdę i zranić go choć dobrze wiem, że na to nie zasługuje. Przygryzam wargę wyobrażając sobie jego smutną twarz i to jak mówi, że przecież nic się nie dzieje. To będzie najgorsze. Otwieram oczy i spoglądam na Jade, która trzyma w jednej dłoni książkę, a drugą gładzi swój brzuch. Ona jest tak cholernie perfekcyjna, dlaczego ja nie mogę? Nie mogę być tak idealna. Owijam się swoim pareo jeszcze szczelniej, aby nikt nie mógł zauważyć tego jak gruba jestem. Teraz mogę spokojnie tutaj leżeć. Nie wiem dlaczego, ale już zmęczył mnie trochę ten wyjazd. Minęło już dwa i pół tygodnia, a ja chcę wrócić. Jedyne z czego się cieszę, to z tego, że rodzice do mnie prawie nie dzwonią. Tata próbował się dodzwonić raz, ale jak nie odebrałam to już nie próbował. Przypominam sobie ten dzień kiedy mama trafiła do szpitala. Jak wtedy było mi tak cholernie wstyd przed Liam'em. Naprawdę to było chyba najgorsze co mógł zobaczyć. Nie chociaż nie. Jest kilka gorszych rzeczy, których nigdy nie może zobaczyć. Tak. Moje kartoteki. Nigdy nie może ich zobaczyć. Ani tych szkolnych, ani tych ze szpitala. Załamałby się. Byłby smutny, a ja nic nie mogłabym na to poradzić. Patrzyłabym na to jak bardzo się smuci. Jak wiele złego zrobiłam. Jak prawie zabiłam tamtego biednego, niewinnego chłopaka. Jak dosypałam nauczycielce środków usypiających nie myśląc o tym, że może się to dla niej źle skończyć. Byłam wtedy tak cholernie głupia i w końcu to dostrzegam. Zaufałam ludziom, którym nie powinnam nigdy w życiu ufać. Nadal popełniam te same błędy i znowu im wtedy zaufałam i znowu wydarzyło się to samo. Czasem boję się, że jest tutaj ktoś komu też nie mogę ufać. Kto nie jest ze mną stu procentowo szczery. Jest ktoś kto ukrywa coś przede mną. Niepewność jest cholernie najgorszą rzeczą jaka istnieje na tym świecie. Przymykam powieki i oddaję się delikatnej morskiej bryzie, która owiewa moją skórę. Cieszę się tym do momentu w którym nagle czuję na sobie coś mokrego. A właściwie mega mokrego i zimnego. Od razu otwieram oczy. Zaczynam się wydzierać chyba na całą plażę, a Liam pochyla się nade mną i zakrywa swoją dłonią moje usta. Próbuję ugryźć jego dłoń, lecz nie udaję mi się to. Zamiast tego Liam robi jakąś dziwną minę i unosi brwi ku górze. Po chwili puszcza mnie, a ja zaczynam uderzać jego tors, który swoją drogą jest mega gorący tak jak on.
-Liam jesteś kretynem. Złaź ze mnie. Jesteś cały mokry.
Zaczyna się śmiać, a ja nie mogę się oprzeć jego ciału więc zaczynam błądzić swoimi dłońmi po jego całym torsie, który jest tak cholernie umięśniony, że pewnie nikt nie mógłby się mu oprzeć. Właśnie. Inne dziewczyny. One są tutaj problemem. Ja jestem mega brzydka, a on jest przystojny. Zastanawiam się jak to wszystko jest możliwe. Czy to nie jest cholerny sen, który zaraz się rozsypie i tak naprawdę nadal będę tą głupią nastolatką, która robi te gówniane rzeczy i ma nadzieje, że kiedyś ułoży sobie życie u boku jakiegoś przystojnego faceta. Faceta który jest jak Liam. Przystojny i kochający mnie całym swoim sercem. Jego zęby nadgryzają płatek mojego ucha i w momencie przez całe moje ciało przepływają ciarki.
-Przyznaj, że to lubisz. Ja uwielbiam kiedy jesteś mokra.
-Boże przestań.
-Dlaczego mam przestać? Bo co? Bo robisz się morka od tego co mówię? Bo lubisz gdy tak mówię? Bo lubisz kiedy jestem tak niebezpiecznie blisko w miejscu publicznym? Bo lubisz gdy cię dotykam w takie sposób jak nikt inny cię nie dotyka? Bo lubisz czuć mój oddech tuż przy twojej skórze? Bo to sprawia, że umierasz od środka?
-Jezu przestań i zejdź w końcu ze mnie. Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć to tak uwielbiam kiedy mnie dotykasz i o mój Boże.. Liam.
-Widzisz jak na mnie działasz.
Wybucha śmiechem, a ja robię się momentalnie cała rozgrzana. Jeśli on teraz wstanie to połowa osób, która jest w promieniu kilku metrów od nas zobaczy jego wzwód. Zasłaniam sobie oczy dłońmi, a on delikatnie zakrywa je swoimi i przenosi na swoje ramiona. Puszcza je i rozsuwa moje uda w taki sposób, że siada między moimi nogami. Robi mi się jeszcze bardziej gorąco kiedy zaczyna masować moją skórę na bruchu.
-Nie, proszę nie rób tego Liam.
-Bo co? Bo może jesteś gruba? Skończ już do cholery. Mówiłem ci, że mam dość. Jeśli tak dalej będzie obiecuję ci, że zaciągnę cię siłą do psychiatry.
-Jak?
-Wyciągnę cię z akademika za nogę i będę wlókł całą drogę za sobą, aż w końcu się zmienisz i będziesz mówić o swoim ciele dobrze. Bo jest mega gorące i ja je kocham. Uwielbiam każdy gram twojego ciała. Powiem ci w tajemnicy, że najbardziej lubię twoje biodra. Są tak cholernie pełne, ale jednak wystają kości miednicze.
-O mój Boże zamknij się i idź już.
Mówię poprawiając swoje okulary, a on wstaje i kładzie się na swoim leżaku. Jeżeli dzisiaj ma tak wyglądać ten dzień. Ostatni dzień tutaj, to ja się powieszę. Jeszcze mam dostać okres co jeszcze bardziej mnie zabija. A jego zachowanie jest kolejną rzeczą, która mnie denerwuje.

---------------------------

Robię kolejne zdjęcie Liam'owi i chowam swój telefon do torebki. Mój chłopak tak już oficjalnie chłopak wchodzi do morza i mówi żebym zrobiła to samo. Kręcę przecząco głową, ponieważ wiem jaka woda musi być cholernie zimna. Zamykam oczy i w momencie czuję, że podnosi mnie do góry. Zaczynam śmiać się jak idiotka.
-Postaw mnie na ziemi albo pożałujesz!
Krzyczę na niego, ale on nic sobie z tego nie robi. Dalej zachowuje się jak typowy kutas. Kiedy już prawie zaczynam płakać, ponieważ naprawdę nie chcę wejść do tej wody wycofuje się i opuszcza mnie niżej nadal trzymając mnie za pośladki. Składa delikatny pocałunek na moich ustach. Theresa i Kate zaczynają nam bić brawo, a ja śmieję się prosto w twarz mojemu chłopakowi. Schodzę z jego rąk i nagle słyszę, że dzwoni mi telefon. Wyciągam go z torebki i dostrzegam, że to on. Mój drugi chłopak, który teraz siedzi na drugim końcu pierdolonej Europy i nie wie co tutaj się dzieje. Przeciągam zieloną słuchawkę i słyszę jego zachrypnięty głos.
-Harry, jesteś chory?
-Chyba tak. Ta rodzina u której mieszkam z Niall'em jest bardzo miła. Matka tego chłopaka cały czas daje mi jakieś leki, tylko najgorsze jest to, że teraz cały czas siedzę w domu i nic nie mogę zrobić. Nie mogę wyjść, a oni wszyscy pojechali zwiedzać Warszawę. Choroba ssie.
-Trzeba było się normalnie ubierać, a nie chodzić jak pojebany w rozpiętej kurtce, bez szalika i czapki. Masz rację dalej mnie nie słuchaj. Bo przecież ja chcę najgorszego.
-Przepraszam, kochanie. Mam nadzieję, że u ciebie wszystko dobrze. Gadałem z Liam'em. Mówił, że jesteś grzeczna i nie robisz żadnych głupot. Mam nadzieję, że będzie tak już do końca wyjazdu.
-Tak też mam taką nadzieję i myślę, że w końcu nauczysz się, że należy mnie słuchać, a nie naśmiewać się z tego, że pakuję ci do walizki miliony beanies, szalików i rękawiczek. Może w końcu mnie docenisz.
-Sarah ja cię zawsze doceniam. Chciałbym cię teraz mieć przy sobie. Chciałbym cię przytulić i nie wypuszczać ze swoich ramion. Poczuć twój zapach.
-Tak. Też chciałabym tam być.
-Czemu jesteś jakaś taka obojętna?
-Nie jestem obojętna. Po prostu jestem zmęczona, a jeszcze jutro o siódmej rano wyjeżdżamy do Werony, długo się pakowaliśmy, a teraz dopiero wyszliśmy na chwilę na plażę. Zaraz będziemy wracać.
-O mój Boże, Theresa to nie tak. Jesteś zwykłą świnią. Usuń te zdjęcia. Nie wiem jak je zrobiłaś, ale usuń je. Proszę cię. Przecież wiesz, że to miała być tajemnica. Jeśli tego teraz nie zrobisz to cię zniszczę. Usuń.
-Czy oni znowu się kłócą?
-Tak cały czas.
-O co tym razem?
-Nie mam pojęcia. Jakieś zdjęcia. Wiesz co, muszę już kończyć. Zadzwonię wieczorem. Obiecuję. Zadzwonię.
-Pa.
Żegnam się z moim chłopakiem i wracam do moich przyjaciół. Uśmiecham się sztucznie do Liam'a, który przyciąga mnie do siebie. Pachnie tak ładnie. Tak jak może pachnieć tylko mój Liam. Chcę płakać, ponieważ tak mocno go kocham.
-Nie uwierzysz co one zrobiły. Jak byłaś u mnie zeszłej nocy w pokoju to weszły na balkon i zaczęły nam robić zdjęcia.
-No i co?
-ZACZĘŁY NAM ROBIĆ ZDJĘCIA, SARAH ROZUMIESZ?!
-W sensie?
-Dobra nie ważne. Dziewczyny odejdziecie na chwilę?
-Tak, jasne. Huh- spoglądam na dziewczyny błagalnym wzrokiem, bo nie chcę żeby odchodziły. Będę musiała szczerze porozmawiać z Liam'em co nigdy dobrze się nie kończy. Albo ja coś spieprzę, albo on i nie potrafimy tego kontrolować. Słowa same wypływają z naszych ust. Spoglądam jeszcze raz na niego i przeklinam w myślach na to jaka jestem. Nie potrafię się zdecydować, nie potrafię odrzucić osoby, której chyba jednak nie kocham. Ranię tym samym i Liama i Harry'ego. Mocniej zaciskam dłonie, wbijając sobie tym samym paznokcie w delikatną skórę wewnątrz. Siadam na piasku, a mój chłopak tuż obok mnie. Wiem to, że go kocham, ale musimy się opanować.
-O czym znowu chcesz rozmawiać? Może znowu zaczniesz temat tego, że nie powinniśmy być razem? Może znowu nie chcesz ranić tego dupka co?-spoglądam na niego i w momencie odbiera mi dech. Zauważam coś czego nigdy nie widziałam. Na skórze jego nóg dostrzegam małe plamki. Takie same jak u mamy. Przypala skórę, albo kiedyś to robił. Dlaczego ja tak cholernie mało o nim wiem? Dlaczego jestem z osobą, której tak naprawdę nie znam? Zawsze wydawał się odpowiedni, ale teraz już sama się pogubiłam. Nadal mu ufam, ale wydaję mi się, że teraz może być tylko gorzej. Jego twarz nie wyraża żadnych uczuć. Nie mam pojęcia czy jest wściekły, czy coś jest nie tak.
-Liam proszę posłuchaj mnie. Proszę, tylko mnie wysłuchaj.
-Nie! Już za dużo razy cię słuchałem. Za każdym razem, gdy z nim rozmawiasz powstaje między nami dystans. Inaczej wymawiasz moje imię. Wydaję mi się, że przestajesz mnie na moment kochać, a kiedy on znika pozostaję tylko ja i musisz jakoś się pocieszyć. Powiedzieć ci coś? Ja do niego dzwonię. Powiem mu do cholery prawdę. Mam dość tego pieprzonego ukrywania się. Z niego robimy największego dupka, a powiedzieć ci co jest najlepsze? Nigdy ci tego nie mówiłem, bo twierdziłem, że to tylko spieprzy to wszystko. My nie jesteśmy tylko najlepszymi przyjaciółmi, w naszych żyłach płynie ta sama krew, rozumiesz to Sarah?-w moich płucach brakuje powietrza, a ja nie wiem co mam robić. Przecież to nie możliwe. Oni nie mogą być braćmi. Ich rodziny są całkiem inne-Nie martw się nie jesteśmy braćmi, ale jesteśmy kuzynami. Opowiedzieć ci pewną historię i tak wiem, że to będzie kolejna zasrana historia typu "najlepszy przyjaciel okazał się tym najgorszym". Kiedyś z Harrym bardzo się nienawidziliśmy. Nasze matki już nie wiedziały co miały robić, bo na każdym wspólnym obiedzie potrafiliśmy się pobić, albo chociaż pokłócić. Kiedyś zrobiłem mu najgorsze świństwo jakie mogłem zrobić. Racja odbiłem mu dziewczynę, ale to nie to było najgorsze. Przyprowadziłem ją następnego dnia na nasz rodzinny obiad. Wyobraź miny jego rodziny i jego samego. Wiesz wtedy mnie to bawiło, myślałem, że mogę bawić się jego uczuciami, bo już kiedyś mnie skrzywdził. Jakiś tydzień przed tym wszystkim napisał mi sms'a, że świetnie bawił się z moją dziewczyną, jeszcze wtedy nie wiedziałem o co tak naprawdę chodzi. Dopiero ona napisała, że ze mną zrywa, bo spodobał jej się ktoś inny. I wiesz kto tym kimś był? No zgaduj. Mój ukochany kuzyn. Musiałem się odegrać za to wszystko. On także potrafił mnie do cholery niszczyć. Zniszczył jakiekolwiek uczucia, które żywiłem do kogokolwiek. Później znowu się zakochałem stało się to samo, ale tym razem na to nie pozwolę. Jemu zawsze się udawało, ale nie tym razem-wstaje z miejsca obok mnie, wyciąga swój telefon i wybiera numer. Szybko wstaję z piasku i podbiegam do niego. On chyba sobie jaja robi. Próbuję wyrwać mu telefon, ale mi się nie udaje. Ktoś odzywa się z drugiej strony, a Liam tylko się uśmiecha-siemka stary. Muszę ci coś powiedzieć. Ja i Sarah. Stary nie słyszę cię. Coś do cholery przerywa. Słuchaj wyraźnie. Ja i Sarah...-spoglądam na niego, a w jego oczach zbierają się łzy. Kręcę przecząco głową, a on tylko przeklina pod nosem-Ja i Sarah w końcu się dogadaliśmy i obiecuję ci, będę jej strzec jak tylko będę potrafił. Właściwie zadzwoniłem tylko po to. Już ci nie przeszkadzam.
-Dziękuję.
-Ależ nie masz za co. Tylko ja już tego nie będę znosił. Nawet nie próbuj za mną iść. Nie odzywaj się do mnie. Nie pisz, ani nie dzwoń. Najlepiej trzymaj się jak najdalej. Muszę to wszystko przemyśleć, bo jak na razie nie ma to dla mnie najmniejszego sensu.
-I co teraz będziemy zachowywać się jak dzieci w przedszkolu?
-Przykro mi, ty tak zachowujesz się już od dawna-spoglądam na niego po raz ostatni. Liam wzrusza ramionami, odwraca się na pięcie i idzie w przeciwną stronę. Zimne powietrze owiewa moje ciało, a ja mam ochotę za nim pobiec, ale nie dam mu tej satysfakcji. Przygryzam wargi i odwracam się w drugą stronę. Muszę zrobić coś, aby o nim zapomnieć. Cokolwiek.

-----------------------

Wchodzę do baru w którym jest już tyle osób, że wszyscy dotykają się. Przeciskam się między nimi i w końcu dochodzę do lady. Uśmiecham się do barmana, a on odwzajemnia to. Przeciera drewnianą powłokę, na chwilę odrywając ode mnie wzrok i ignorując mężczyznę mówiącego, że chcę dolewkę piwa spogląda jeszcze raz na mnie.
-Co taka śliczna dziewczyna jak ty robi tutaj sama? Czy widzisz tutaj chociaż jedną dziewczynę, która jest sama. 
-Właściwie to przed chwilą chyba zakończyłam swój jedyny, najlepszy i prawdziwy związek z osobą, którą wybrałam i naprawdę kochałam. 
-Woah. To musi być dłuższa historia. Czego chcesz się napić?
-Podaj mi wódkę z colą. Tak w ogóle jestem Sarah.
-A ja Nathan. Miło mi cię poznać. Nie jesteś stąd prawda? Nie masz takiego charakterystycznego akcentu jak my tylko bardziej brytyjski, prawda?
-Tak. Choć mieszkam w Stanach już kilka miesięcy. Nie mogę pozbyć się tego pieprzonego akcentu. Nigdy mi się to nie uda-spoglądam jeszcze raz na tego chłopaka i dostrzegam jego białą koszulę z krótkim rękawem, która opina każdy, idealnie wyrzeźbiony mięsień. Jego ciemna opalenizna i brązowe włosy sprawiają, że wygląda jak jakiś Grecki Bóg. Kiedy podaje mi szklankę z moim drinkiem upijam łyk, krzywię się ale po chwili w jednej sekundzie pozbywam się reszty naczynia. Z gorąca i gorzkości zaczynam trzepać głową, a chłopak wybucha śmiechem. Spoglądam na niego, a on tylko potakuje głową-no co?
-Nigdy nie widziałem tutaj takiej dziewczyny. W sensie takiej, która by wypiła na raz szklankę drinka. Niezła jesteś. Chciałabyś coś jeszcze?
-Jasne. To samo-uśmiecham się i odwracam się do niego plecami, aby rzucić okiem na klub w którym mało się dzieje. Niektórzy ludzie tańczą. Niektórzy stoją i rozmawiają, a niektórzy po prostu patrzą się na innych. Czuję delikatne uderzenie w ramię, szybko odwracam się i zauważam, że kolejna szklanka stoi tuż przede mną. Chwytam ją w dłoń i po raz kolejny wypijam duszkiem napój. Wiem, że takie picie jest najgorsze. Mało dzisiaj jadłam, a po drugie wystarczy mi bardzo mało żebym się upiła. Wołam Nathana, ale nie odzywa się, a przy barze pojawia się jakiś inny koleś. Wydmuchuję powietrze z płuc i płacę mu za te dwa drinki. Ze zrezygnowaniem odchodzę na ogródek, ale dostrzegam go. Wyrzuca śmieci i zakłada sobie plecak na plecy. Podbiegam do niego.
-Skończyłem już pracę. Jak chcesz możemy pogadać. I tak pewnie nigdy się już nie spotkamy,a lepiej wygadać się o swoich problemach z nieznajomym. 
-A masz jakąś wódkę, czy coś? Proszę powiedz, że masz. Jeśli nie masz to pójdę do sklepu i kupię. 
-Mam. Spokojnie. Zawsze dostajemy od szefa-zaczynam się śmiać kiedy wypowiada te słowa nawet nie wiem dlaczego. Kierujemy się w stronę plaży i siadamy na już zimnym piasku. Nathan wyciąga butelkę z alkoholem i podaje mi ją do ręki-mogę zacząć pierwszy opowiadać jeśli się wstydzisz. Opowiem ci o mojej historii. Ogólnie jestem turkiem. Gdy miałem pięć lat moi rodzice uciekli z Turcji. Początkowo mieszkaliśmy w Grecji, ale nie szło mi najlepiej. W szkole musiałem uczyć się greckiego, którego nawet teraz nie potrafię. W wieku trzynastu lat znalazłem sobie tam przyjaciółkę. Naprawdę bardzo mocno się zżyliśmy. Jakieś dwa lata później tato powiedział, że znalazł posadę jako menadżer hotelu tutaj w Wenecji. No i znowu ruszyliśmy. Obiecaliśmy sobie z tą dziewczyną, że utrzymamy kontakt, że będziemy do siebie przyjeżdżać. Wiesz co było najgorsze? Nawet nie to, że nie rozmawialiśmy, nawet nie to, że o mnie zapomniała tylko to, że dowiedziałem się o jej ślubie dzień przed całą uroczystością. Rozumiesz. Wyszła za mojego najlepszego kumpla. Teraz są szczęśliwą rodziną. Mają córkę i teraz drugie jest w drodze. A ja? Stoję w miejscu. Studiuję architekturę, pracuję tutaj i poza tym nie mam życia prywatnego. Mieszkam u rodziców. Przeżyłem tutaj koszmar. Pamiętam jak pojechałem do Grecji do miejsca w którym mieszkałem. Teraz tam mieszka jakieś bogate małżeństwo. Podszedłem pod jej dom i miałem zapukać. Zapytać się co u niej słychać. I może gdybym to wtedy zrobił nie doszłoby do tego ślubu. Może ona by tutaj przyjechała, albo ja bym wrócił. Zrobiłbym wszystko dla tej dziewczyny. Rzuciłbym studia, gdyby powiedziała, że jest gotowa na to, aby być ze mną. No to teraz znasz chociaż kawałek mojego życia. Teraz ty. Opowiadaj.
-Moja historia jest o wiele gorsza niż twoja. Mieszkałam z braćmi i rodzicami w małej wsi w Anglii. Rodzice nigdy się nie kochali, nadal tego nie robią. Byli ze sobą na siłę, bo byliśmy my. Tata miał kochanki, mama kochanków i oboje o tym wiedzieli. Często się kłócili. W wieku czternastu lat spróbowałam alkoholu i narkotyków. Wpadałam w alkoholizm. Nie zdawałam sobie sprawy z tego jaka to ciężka choroba dopóki sama jej nie doznałam. Moi bracia wyjechali do Nowego Jorku, kilka lat później ja zrobiłam to samo. Chciałam uciec. Nie chciałam żyć w tym domu. Poznałam tam najlepszą przyjaciółkę i inne przyjaciółki. Poznałam też swojego pierwszego chłopaka w którym naprawdę się zakochałam. Wydawało mi się, że to on będzie tym jedynym, że to z nim już do końca wytrzymam-momentalnie oczy zachodzą mi mgłą i upijam duży łyk z butelki. Gardło mnie pali, ale muszę dalej mówić-poznałam też jego najlepszego przyjaciela. Nie wiem czy to był przypadek czy nie, ale nie żałuję tego, że się pojawił. Teraz wiem, że mój chłopak był błędem. Zakochałam się w jego najlepszym przyjacielu. Jesteśmy teraz na wymianie i nie pojechałam z moim chłopakiem. Pojechałam z tym jego kumplem. Straciłam z nim dziewictwo. Dzisiaj dowiedziałam się, że są kuzynami. Powiedz mi może być gorzej? Może być do cholery gorzej?-spoglądam w jego niebieskie oczy i upijam kolejny łyk. Jeśli nawalę się to przynajmniej zapomnę.
-Chodź tutaj do mnie. Nie przejmuj się nimi. Wszystko będzie dobrze. Tylko musisz zaufać sobie. Nie twojemu chłopakowi. Nie jego kuzynowi. Tylko sobie. Musisz polegać na sobie. Przyrzeknij mi, że zrobisz to co podpowiada ci serce.
-Przyrzekam ci Nathan-uśmiecham się do niego, a on owija swoje ramię wokół mnie delikatnie tuląc do siebie. Pachnie papierosami, ale nic dziwnego. Wypijam duszkiem jeszcze pół butelki i zamykam oczy. Mam nadzieję, że to tylko jeden pieprzony sen i nic cholernego się już dzisiaj nie wydarzy. Dziękuję Bogu za to, że zesłał mi kogoś takiego jak ten barman. Może miał rację. Najlepiej wygadać się obcej osobie, która i tak o tobie zapomni. I tak następnego dnia nie będzie pamiętała jak wyglądasz czy jak się nazywasz. I tak już nigdy się nie spotkacie. Patrzę w księżyc, który rzuca srebrną łunę na fale obijające się o kamienie. 

Liam's Pov

Spoglądam po raz ostatni na te dziewczyny, które tak cholernie się spiły i tańczą na stole. Czy tylko ja jestem tutaj trzeźwy? Nie wypiłem ani kropli. Nie potrafiłem. Cały czas miałem przed oczami żałosną twarz Sary. Mam tylko nadzieję, że poszła prosto do hotelu po tym jak się pokłóciliśmy. Płaczę barmanowi za wszystkie szklanki z colą, które od niego dostałem i wychodzę z baru. Biorę głęboki oddech i idę plażą w stronę naszego hotelu. Nie sądziłem, że nasz wyjazd sprawi, że aż tak się od siebie oddalimy. Co chwilę spoglądam w fale uderzające z głośnym hukiem o skały, które oddzielają prywatne plaże od tych normalnych. Wyciągam z kieszeni spodni papierosy, wyciągam jednego z paczki i podpalam go. Drażniący dym wkrada się do mojej tchawicy i płuc. Czuję przyjemność rozlewającą się po moim cholernym ciele. Cały czas myślę co widzę w tej dziewczynie? Dlaczego akurat ona mi się podoba? Przecież nie jest taka jak inne dziewczyny? Inna uroda, inna budowa. I dlaczego akurat to kolejna dziewczyna mojego kuzyna. Nie wiem czy to ma jakikolwiek sens. Mszczę się na nim za wszystko co zrobił mi, ale nie wiem czy to jest najlepsze wyjście. Może powinienem się zmienić. Przyspieszam swój krok w momencie kiedy słyszę za sobą krzyki mojej siostry. Jeszcze nie wie, że to ja idę przed nimi, ale pewnie za moment się zorientuje. Chcę zostać sam. Naciągam kaptur mojej bluzy na głowę i zaczynam biec. Dobrze mi to zrobi. Wyrzucam papierosa do następnego kosza i wbiegam w jakąś dziewczynę.
-Mógłbyś uważać-prycha, a ja natychmiast na jej miejscu zauważam Sarę. Ona kiedyś powiedziałaby to samo. Uśmiecham się tylko i mówię ciche "sorry". Rozglądam się i dostrzegam, że co druga para na tej promenadzie trzyma się za dłonie, albo przytula. Przeklinam pod nosem i znowu zaczynam biec. Kiedy w końcu dobiegam do drzwi hotelu dostrzegam w hallu Luke'a i Jesse'a. Są pijani, a ja kompletnie nic sobie z tego nie robiąc popycham ich.
-Lepiej popychaj tego kolesia co teraz zabawia się z twoją panienką-słowa blondyna odbijają się w mojej głowie jak jakaś mantra. Przełykam głośno ślinę. Zauważam, że winda jest na naszym piętrze więc to pewnie oni. Szybko zaczynam wybiegać po schodach co drugi schodek. Kiedy w końcu dobiegam zauważam jak jakiś chłopak trzyma ją za ramię, a ona się uśmiecha. Wyglądają razem ładnie. Na pewno lepiej niż my razem. Zaciskam pięści, ale nie potrafię ruszyć się z miejsca. Moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Nie potrafię nawet postawić, ani jednego kroku naprzód. Wchodzą razem do pokoju, a moje serce zamiera. Jeżeli oni cokolwiek tam zrobią ja umrę. Przecież nie mogłem do tego dopuścić. Wciskam kartę do moich drzwi, które po chwili otwieram i uderza we mnie mocny wiatr z zewnątrz. Nie odczułem tego nad plażą. Rzucam wszystkie rzeczy na łóżko, a agresja w moim ciele zaczyna narastać. Jeżeli zaraz się nie uspokoję zrobię coś czego będę żałował. Zaczynam uderzać w ścianę. Pozostawiam na białej powłoce ślady swoich knykci. Pojawia się coraz więcej krwi, a ja biję coraz mocniej, jakbym nie mógł przestać. Mój umysł przyćmiewa tylko Sarah wykorzystywana przez tego faceta. Nagle uderzam tak mocno, że przebijam się na drugą stronę ściany. Dziękuję Bogu za to, że to jest ściana od garderoby. Przeklinam cicho i uderzam jeszcze kilka razy wybijając jeszcze większą dziurę. Co się ze mną dzieje? 

_______________________________
Dłuuuugo mnie nie było, ale myślę że powracam. Jak na razie rozdziały powinny być regularnie choć nic nie obiecuję. Kocham was bardzo mocno i pozdrawiam.
x

Obserwatorzy